29 października 2013

Resentymenty, czyli pogódź się z przeszłością



Ile razy w życiu wypominamy sobie, że czegoś nie zrobiliśmy albo mogliśmy zrobić, ale w inny sposób? 

Jak często rozdrapujemy rany z przeszłości jakimiś głupimi wspomnieniami, niszcząc w ten sposób naszą teraźniejszość? 


Wracacie często myślami do swojego dzieciństwa? Ja tak. Siedzi to we mnie głęboko zakorzenione. Jestem DDA (dorosłym dzieckiem alkoholika). Chociaż nie wpisuje się we wszystkie wyznaczniki bycia owym DDA- między innymi nie szukam partnera podobnego do ojca <mój narzeczony nawet piwa nie lubi, o agresji również nie ma mowy>, jednak zaliczam się do tej grupy osób. Wspomnienia z dzieciństwa są jak zapalnik. Albo do mega doła, albo do awantury o byle co. 


Czytając teraz poradniki uczące rozwoju, za każdym razem mocno się wkurzam, kiedy czytam o wybaczaniu. Ponoć, kiedy wybaczę wszystkim, którzy mnie zranili, moje życie stanie się lepsze. Póki co, uważam to za bull shit, może dorosnę do zmiany decyzji. 


A szkoła? Jak często rozpamiętujecie wydarzenia z czasów szkolnych? A pierwsze miłości?


Ja rozpamiętuję sytuacje niedokończone, nie do końca wyjaśnione. Ktoś powiedział A, ale o B już nie pomyślał. I do dzisiaj zastanawiam się czasami, czy to była moja wina, że już nie kumpluje się z najlepszą kiedyś koleżanką? Dlaczego nasze drogi rozeszły się? Dzisiaj wyznaję zasadę kawa na ławę.


Żałujemy wyborów, jakich dokonaliśmy. Cholera, trzeba było iść do technikum, nie do liceum! Trzeba było przeprosić... Trzeba było.


Według mnie z przeszłości jednak możemy wyciągnąć wnioski, które przydadzą nam się w życiu obecnym. Jedno i drugie trzeba oddzielić też grubą kreską. 


Moim sposobem na zapominanie o przeszłości jest spalanie. Na kartce papieru piszę, o czym chce zapomnieć. Nie są to całe eseje, ale słowa-klucze do przykrych wydarzeń. Spalam karteczkę powtarzając w myślach  już do tego nie wrócę, nie przejdzie mi to przez myśl, nie będę się tym zadręczała.   


Mimo wszystko, podoba mi się owa idea pogodzenia się z przeszłością. Będąc dorosłą osobą wiem, że wiele sytuacji nie miało ze mną bezpośredniej styczności, że nie chodziło o mnie. Dochodzę do wniosku, że pochopnie obwiniałam się o zbyt wiele. 


Z przeszłością jest tak, że miesza nam w przyszłości. Pamiętaj, że teraźniejszość już jutro stanie się Twoją przeszłością. Czy będziesz jej żałował?


Każdy koniec to nowy początek.



Całusy,
M.




Ps. Każdy komentarz jest dla mnie bardzo cenny. Wiem wtedy, że nie piszę tego tylko dla siebie i dla ewentualnie moich dwóch kotów :)

25 października 2013

"Jak stać się szczęśliwym człowiekiem?"- recenzja książki.



Przeglądając blogi o rozwoju osobistym, człowiek co jakiś czas trafia na listę postanowień bloggerów. Wielu z nich za cel bierze sobie napisanie i wydanie książki. Nie mogę się nie przyznać, że i mnie się to marzy. Jednak, każda moja książka pisana w dzieciństwie (a trudniłam się zwykle horrorami) kończyła się po 15 stronach. Ciekawe rady o tym, jak NIE pisać książki znajdziecie w książce Bóg nigdy nie mruga Reginy Brett. Chyba spełniłam wszystkie opisane tam wymogi. Ale ja dzisiaj jeszcze nie o tej książce chciałam napisać.

Sztuka napisania książki udała się autorce bloga Ania maluje. Ania Kęska napisała krótką, ale bogatą w treść książkę- poradnik o tym, jak stać się szczęśliwym człowiekiem. Książkę przeczytałam za darmo na Legimi dzięki uprzejmości samej autorki, której jak sama twierdzi, nie zależy na nachapaniu się za książkę. Swoją drogą, na blogu przedstawia ona, ile za każdą sprzedaną książkę dostaje autor a ile reszta świata. Dowiecie się o tym tutaj.

Książkę pochłonęłam można by powiedzieć, a nie przeczytałam. Napisana jest prostym i zrozumiałym dla każdego językiem. Autorka na szczęście nie utrudniła nam życia dziwnie brzmiącymi nazwami z psychologii. Długość rozdziałów jest odpowiednia. Pisze konkretnie, nie stara się zapełniać miejsca, żeby wyszło jej więcej stron :P <jak to ma miejsce w praca magisterskich :D> Co najlepsze w tej książce to tzw. przeze mnie żywe przykłady. Ania, jak sama zapowiedziała, pisze w książce tylko o własnych doświadczeniach. Pisze o tym, jaki ona znalazła sposób na szczęście. Opisuje nam to za pomocą historyjek. Pamiętacie na pewno z rekolekcji, jak ksiądz zabawiał Was historyjkami, które miały być przykładem zwycięstwa dobra nad złem, Boga nad szatanem itd.? O coś takiego właśnie mi chodzi.

Najczęściej pojawiającymi się słowami w książce są nie ma jednej drogi. Może to dziwne, ale dla mnie były one uderzające. Jak często w naszym życiu słyszymy, że jedyną drogą do szczęścia jest Bóg? Jedyną drogą do sukcesu ( w naszym kraju) znajomości <pisałam z przymrużeniem oka, sorry :)> Zwykle mówi się, że człowiek staje na rozstaju dróg i musi wybrać w lewo czy w prawo? Ja w moim życiu obecnie nie stoję nawet na rozstaju. Przede mną ktoś <chyba ja sama> postawił mur. Nawet, gdybym miała wybrać jakąś drogę to i tak nie wiedziałabym, którą.

Ania udowadnia nam, że nie ma sytuacji bez wyjścia. Jeżeli zmienisz tok myślenia, a myślenie zamienisz w konkretne działanie, jesteś w stanie osiągnąć wszystko. Pisze też, jak te dobre myśli konstruować.
Ania nie moralizuje, nie narzuca nam własnego zdania, nie pisze w sposób MUSISZ robić to a to w taki a taki sposób. Co zrobicie z danym przez nią doświadczeniem to już Wasza sprawa :) Ja spróbuję rady wdrożyć w swoje życie, za co autorce serdecznie dziękuję :)

Zaintrygował mnie również zaproponowany przez nią eksperyment z ryżem. Jestem właśnie w trakcie jego wykonywania. O wynikach na pewno dam Wam znać. O eksperymencie przeczytacie oczywiście w poradniku.
Książka drukiem pojawi się w 2014 roku. Gorąco polecam!


Całusy,
M
.




Ps. Każdy komentarz jest dla mnie bardzo cenny. Wiem wtedy, że nie piszę tego tylko dla siebie i dla ewentualnie moich dwóch kotów :)


22 października 2013

Ładniejsza, mądrzejsza, młodsza, LEPSZA. O zazdrości słów kilka.


Kobiety uwielbiają się porównywać z innymi kobietami. Porównywanie u mężczyzn kończy się chyba tylko na porównywaniu zasobności portfela, samochodu a w latach młodzieńczych ptaszków. 

Kobiety porównują się chyba w każdej dziedzinie życia. Przemawia przez nas zazdrość. Zawsze chcemy mieć coś, czego nie mamy. Ja mam 75 A więc zazdroszczę wszystkim, którzy mają 80 C. Z kolei te, które mają 90 F chcą zabić za 80 B. Brunetki chcą być blondynkami, te z prostymi chcą mieć loki, te z niebieskimi chcą być tymi z brązowymi. 

Młode chcą być dojrzałe, dojrzałe chcą być młode i głupiutkie. Te, które mają partnera chcą się czasami chociaż na chwilę wyzwolić. Samotne chcą drugiej połowy. 

Zazdrościmy: urody, pieniędzy, pewności siebie, pozytywnego nastawienia do życia, poczucia humoru, wielu znajomych, fajnej pracy i tak bym mogła wymieniać i wymieniać. 

Zamiast skupiać się na dostrzeganiu dobrych cech u innych, dlaczego nie szukamy ich u siebie? Dlaczego nie doceniamy samych siebie i nie prawimy sobie komplementów? Nie chodzi mi o popadanie w narcyzm, ale dla własnego zdrowia i dobrego samopoczucia czasami warto stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie zajebiście wyglądam

Przywykliśmy w życiu do tego, że jedni mają lepiej, drudzy gorzej. Tłumaczymy sobie, że ktoś musi pracować za minimalną krajową, żeby ktoś inny mógł zarabiać kokosy. Że jedni są ładni, drudzy są brzydcy. Nie zwracamy też uwagi, że to, czego my zazdrościmy, dla drugiej osoby może być przekleństwem. 

Potrafimy naszą zazdrość zawsze usprawiedliwić lub też próbować ośmieszyć obiekt zazdrości, by urosnąć w oczach innych. Na pewno zdarzyło Wam się usłyszeć teksty typu: Bóg nie poskąpił jej urody, ale w kolejce po rozum jej nie widziałam. W głębi duszy gryzie nas, że kobieta jest piękna, dlatego od razu szukamy usprawiedliwienia, że pewnie jest głupia a my hohohoho nie! Bo przecież jak inteligencja może iść w parze z urodą? Co za dużo to nie zdrowo.

Zbyt często skupiamy się na akcie zazdrości, zbyt często popełniamy zazdrość. Zazdrościsz komuś urody? Zadbaj o siebie! Nastaw się na zmiany. Może wszystko odmieni nowa fryzura, inny makijaż? I pamiętaj, że to, co dla Ciebie jest piękne, niekoniecznie jest piękne dla innych. Na przykład zazdrościsz komuś porcelanowego koloru skóry a sama masz ciemną karnację. Ale z kolei nikt inny nie potrafi sobie wyobrazić Ciebie w takim wydaniu. Ja jestem brunetką o ciemnej karnacji i niebieskich oczach, a marzy mi się bycie rudą z piegami i brązowymi oczami.Z kolei mój narzeczony nie wyobraża sobie mnie w takim wydaniu. Poza tym, kolor oczu trudno by mi było zmienić :D Podobnie jest z rozmiarem piersi. Czasami, gdy widzę jakąś kobietę z dużym biustem, sama mówię: ale miała fajne cycki! Narzeczony wtedy krzywo się patrzy i mówi, że woli moje małe wariatki :P Wiem, że taki jest jego klucz odpowiedzi, ale to właśnie takie słowa sprawiły, że rozmiarem bimbałów już się nie przejmuję.

Zazdrościsz fajnej pracy? A co robisz, żeby swoją uczynić równie interesującą? Co robisz, żeby ją zmienić? Zazdrościsz pieniędzy? A co robisz, żeby je mieć? Zazdrościsz wielu znajomych? Zastanów się- lepiej mieć 500 znajomych na fejsie, czy 3 zaufane przyjaciółki? Zaraz mi powiesz, ale ja nie mam żadnych przyjaciół! I chociaż nie powinno odpowiadać się pytaniem na pytanie to, co robisz, aby ich mieć? Siedzisz cały dzień w domu przed komputerem? A może biegając w parku spotkasz kogoś, kto tak jak Ty, ruszył tyłek! Poza tym, na pewno masz jakieś zainteresowania. Gry komputerowe, psy, chomiki, zdalnie sterowane samolociki- interesować można się wszystkim! Teraz jest tak dużo grup społecznościowych, które organizują swoje spotkania na żywo. Może warto dołączyć do takiej grupy?

Wracając do tego, że to, czego my komuś zazdrościmy, może być dla tego kogoś przekleństwem. Przykład z życia wzięty, czyli ze mnie. Zawsze byłam chuda. Jak patyczak. I oczywiście zawsze mówiono mi super, też chce być taka chuda jak ty! Na pewno? Na pewno chcesz odbywać krępujące w szkole rozmowy z pedagogiem, dlaczego jesteś taka chuda? Czy jesz? Nikomu nie pomagały tłumaczenia, że taką mam przemianę materii i nic na to nie poradzę. Ludzie, którzy mnie znali wiedzieli, że zjem konia z kopytami ale więcej niż 45 kg nie będę ważyła! I to był mój powód do zmartwień. Co z tego, że mówili mi wejdziesz w każdy ciuch. Ale te ciuchy na mnie wisiały! Żadnych kobiecych kształtów! Podczas, gdy ludzie szukają diet na zrzucenie wagi ja szukałam diet na przytycie. Na szczęście z wiekiem się zaokrągliłam i przekroczyłam magiczną barierę 50 kg. 

Więc zastanów się, czy na pewno chcesz tego, czego zazdrościsz? Jak bardzo jest Ci to potrzebne do szczęścia? Czy masz na to wpływ?

Całusy,
M.




Ps. Każdy komentarz jest dla mnie bardzo cenny. Wiem wtedy, że nie piszę tego tylko dla siebie i dla ewentualnie moich dwóch kotów :)


17 października 2013

Jak i po co planować?



Witajcie! Od pewnego czasu interesuje się rozwojem osobistym. Postanowiłam coś z tego tematu "skubnąć" i przyswoić dla siebie, dlatego też założyłam tego bloga. Myślę, że będzie on motywował mnie do działania, gdyż mam nadzieję, że będą one przez Was monitorowane i gdybym z czegoś się nie wywiązała, dacie mi kopa w tyłek, albo walniecie jakąś motywującą gadkę :) Od razu bez bicia przyznaję, że nie posiadam żadnego wykształcenia związanego z psychologią. Na swoim koncie mam kilka książek o tej tematyce, blogi i życie.

Swój rozwój zaczęłam od tytułowych planów, czy jak kto woli, postanowień. Skończyłam w swoim życiu etap dumania "co by było, gdyby..." i przeszłam do czynów. Zauważyłam błędy, jakie popełniam w planowaniu i postarałam się je wyeliminować.

Zapewne każdy z Was postanawia sobie coś z okazji Nowego Roku. Ja w roku 2012 spisałam wszystkie swoje postanowienia na kartce i udało mi się odhaczyć większość z nich. W roku 2013 nie zapisałam na kartce nic. Nie dlatego, że nie miałam czego zapisywać. Po prostu ich nie zapisałam. Dlatego teraz, ani nie pamiętam, co chciałam osiągnąć, a co za tym idzie nie wiem, czy z listy, która mi z głowy uleciała, udało mi się coś zrobić. To pierwszy z wielu moich błędów w planowaniu. Chciałabym podzielić się z Wami radami dotyczącymi zapisywania planów. Bo, jak już wynika z powyższego ZAPISYWAĆ je trzeba! Największą frajdę sprawia narysowanie ptaszka obok postanowienia, które udało się wykonać :)

Postanawiać możesz w każdej chwili. Nie szukaj do tego specjalnej okazji jak na przykład Nowy Rok.

  • Zapisuj! Usiądź wygodnie, zafunduj sobie lub zrób samemu notatnik i zapisz w punktach, co chcesz zrobić.

  • Zapisać- jak to łatwo brzmi. Jednak zapisując nasze cele możemy popełnić kilka błędów. Przede wszystkim musimy być bardzo konkretni. Zapis tak prostych rzeczy jak: będę regularnie ćwiczyć czy schudnę, nie jest konkretny. Określ DOKŁADNIE kiedy będziesz ćwiczyć. Myślisz, że określenie będę ćwiczyć 3x w tygodniu jest w pełni sprecyzowane? Nie! Musisz napisać, kiedy dokładnie będziesz pompować, np. z Chodakowską. Zamiast tego zapisz będę ćwiczyć w poniedziałki, środy i soboty o godzinie 19.00. Przykład jest przećwiczony na mnie. Mój zapis zakładał, że będę ćwiczyła 3x w tygodniu. I co z tego wyszło? W poniedziałek mówiłam sobie aaaa, jestem zmęczona, dzisiaj dopiero poniedziałek a skoro mam ćwiczyć 3x w tygodniu to mam jeszcze 6 dni do dyspozycji.W niedzielę: "kurdę, nie ćwiczyłam ani razu w tym tygodniu, zacznę od nowego tygodnia, bo i tak 3x już przecież nie poćwiczę". I skończyło się to tym, że nie ćwiczyłam wcale. Podobnie jest ze zrzuceniem zbędnych kilogramów. Schudnę, ale ile i w jakim czasie?

  • Z jednego celu może wynikać następny. Co zrobisz, żeby spełnić postanowienie: pojadę na wakacje do Paryża? Za pewne będziesz oszczędzać. Jak będziesz oszczędzać? Dlatego przy swoich celach warto dopisać, co musicie zmienić czy też jakie kroki wykonać, by być bliżej ich zrealizowania.
  • Unikaj zapisu postanowienia w sposób ogólny. Chodzi mi tu przede wszystkim o górnolotne postanowienia, takie jak będę lepszym człowiekiem. Ale, co to znaczy lepszym i dlaczego teraz jestem złym? Co zrobię by być lepszym? Czy chce być lepszym w sensie, że zacznę oddawać krew czy będę mówił sąsiadom "dzień dobry"?

  • Terminy. Staraj się wyznaczać sobie czas, w którym dokonasz tego, co zaplanowałeś. Zmienię kolor włosów. Ale na jaki kolor i kiedy? Spisując postanowienia musisz zadawać sobie wiele pytań. O sensie tworzenia list typu "before I die" napiszę w innym poście. 

  • Planuj rozsądnie. Nie rzucaj się od razu na głęboką wodę, bo fajnie jest mieć dużo punkcików na liście do zrobienia. Nie zapychaj miejsca na kartce :) Nie wszystko musisz spisać od razu. Może tydzień później wpadnie ci do głowy nowy pomysł, inspiracja?

  • Wracaj do swojej listy. Może po jakimś czasie uznasz, że cel, który chcesz osiągnąć, tak naprawdę nie jest ci do niczego potrzebny i nie uczyni cię szczęśliwym.

  • Czy dzielić się swoimi zrobię to z innymi? To zależy. Czy osoba, do której krzykniesz hej, postanowiłam zapisać się na kurs angielskiego, zmotywuje cię do działania, czy też z niezbyt mądrym wyrazem twarzy zapyta a po co? Czy ta osoba będzie starała się odwieść cię od realizacji celu? Z drugiej strony jednak, ważne decyzje powinniśmy z kimś przedyskutować

  • Warto zwrócić uwagę, czy nasze cele dotyczą osób trzecich. Mocne postanowienie wyjścia za mąż w kwietniu 2014 roku za tego uroczego chłopaka, którego zobaczyłaś w tramwaju może być trudne :)

  • Niech nie zniechęcają cię porażki. Zastanów się, co sprawiło, że nie wyszło? Czy zrezygnować z postanowienia czy mimo wszystko je realizować? Może sposób jego osiągnięcia był nieprawidłowy i trzeba zacząć wszystko od nowa, ale inaczej?
Do tej pory to wszystko, co udało mi się wysnuć z własnego doświadczenia. A Wy? Jakie macie postanowienia, jak je zapisaliście? Udaje Wam się ich realizacja?

Całusy,
M.

                                                                                                                                        

Ps. Każdy komentarz jest dla mnie bardzo cenny. Wiem wtedy, że nie piszę tego tylko dla siebie i dla ewentualnie moich dwóch kotów :)