Najbardziej oczekiwana premiera ostatnich miesięcy. Do obejrzenia go zachęcają głównie dwa nazwiska- reżysera Scorsese i odtwórcy głównej roli- DiCaprio.
Jordan Belfort (Leonardo DiCaprio) jest młodziutkim maklerem, który pragnie zawojować giełdy Wall Street. Pech chce, że już na początku swojej kariery ma pod górkę- na giełdzie dochodzi do krachu, który na kartach historii zapisał się jako czarny poniedziałek. Maklerzy masowo tracą pracę. Jordan trafia do podrzędnego biura, które zajmuje się sprzedażą aukcji groszowych śmieciowych spółek. Ich zakup jest bardzo tani, ale i możliwość zarobku dla inwestującego nikła. Co innego dla maklera- dostaje 50% od sprzedanych aukcji. Jordan szybko staje się bożyszczem i cudotwórcą w biurze. Zarabia pierwsze pieniądze, ale jak każdy, kto pragnie sukcesu, chce więcej.
Zakłada własną firmę Stratton Oakmont. Zaczyna podobnie jak Steve Jobs- firma ma siedzibę w byle jakim biurze, a ekipę tworzą zaprzyjaźnieni ludzie. Jordan uczy technik sprzedaży swoich pracowników i tak zaczyna robić prawdziwą kasę. Firma rozrasta się do monstrualnych rozmiarów. Każdy chce w niej pracować. Firma obiecuje wysokie zarobki, ale i zapewnia zabawę na najwyższym poziomie. Po udanych transakcjach w biurze urządzane są istne orgie- seks, ćpanie, prostytutki, które obsłużą każdego. Jest nawet rzucanie karłem do tarczy.
Wilka apetyt rośnie w miarę jedzenia. Żonę- fryzjerkę wymienia na żonę-modelkę. Drogie jachty, prywatny śmigłowiec, willa, wypasiona bryka. Ma wszystko, ale chce więcej. Korupcja, naginanie prawa i malwersacje podatkowe- to powoduje, że wokół wilka zaczyna węszyć FBI. Ojciec radzi mu wycofanie się z firmy. Jordan jednak nie oddaje swojego imperium, co przepłaca więzieniem i rozwodem. Na koniec zmuszony jest do donoszenia na swoich współpracowników, aby zmniejszyć wymiary kary.
Do pewnego momentu film nam się nie dłuży. Następuje to jednak w chwili, gdy sceny seksu, masturbacji i ćpania oglądamy na ekranie co jakieś 3 minuty. Trwa on 3h i już po 2 zerkałam cały czas na zegarek, ile jeszcze będę musiała patrzeć na gołe dupy i szprycowanie się. Nie chodzi o to, że ja jakaś delikatna jestem, co to to nie :P Ale serio, gdyby wyciąć sceny o ćpaniu i dymaniu, to film trwałby może nieco ponad godzinę. No, ale ponoć to są nieodłączne cechy życia na Wall Street (wysłuchacie o tym wykładu na początku filmu z ust Matthew McConaughey'a). W pewnym momencie odniosłam wrażenie, że tak naprawdę film opowiada o tym, co czeka wszystkie żony maklerów :P
Czy warto obejrzeć? Chyba tylko ze względu na rolę DiCaprio. Według mnie, zagrał świetnie. Stworzył postać, która miała kilka swoich wcieleń i wyraźnie odwzorowuje on zmiany, jakie dokonują się w psychice i zachowaniu głównego bohatera. Może Akademia Filmowa przyzna mu nareszcie jego pierwszego Oscara, właśnie za rolę w filmie Wilk z Wall Street.



















