26 listopada 2013

Refleksje z wyprawy do księgarni



Z okazji zimy, kilka dni temu odbyłam wycieczkę po kilku księgarniach. Nawet nie wiecie, ilu emocji dostarczyła mi ta wyprawa! Aż dwa tematy na bloga mogłyby z tego powstać, ale ściśniemy wszystko w jedną całość <chyba już widać, że lubię pisać długie posty?>

Na pierwszy ogień poszedł Empik. Dostałam bon podarunkowy więc poszłam zaszaleć. Oczywiście stanęłam przy regale poradniki oraz psychologia. Po chwili przeglądania, wybrzydzania, cmokania, ślinienia stron stanęły obok mnie dwie nastolatki. Widząc, że jestem jakimś napaleńcem, bo to wyciągam to odkładam książkę z jakąś <dla nich> nie zrozumiałą ekscytacją, zaczynają rozmowę:

- Ja to nie wiem, po co ci ludzie takie książki kupują...
- Noooo, papka dla debili. Myślą, że przeczytają książkę i zmądrzeją.
- Noooo, nabijanie kasy i tyle. 
- Ej, no weź! Żebym ja po przeczytaniu książki miała być chuda albo szczęśliwa.
- Nooo wiesz, ludzie wszystkiego się chwycą.
- Ale ja tego nie rozumiem, wyrzucanie kasy w błoto i tyle.

Gdy zobaczyły, że ich głośna rozmowa, nie wzrusza mnie na tyle, żeby zmienić dział, odeszły i zaczęły wertować różową i skrzącą brokatem książkę o One Direction. Z doświadczenia wiem, że lepiej nie wchodzić w polemikę z nastolatkami, <bo kiedyś za samo popatrzenie się na nie usłyszałam co się gapisz, jeb** ci?!>, zwłaszcza, gdy są to koleżanki. Mogłabym nie wyjść z Empiku żywa.

Jednak ich wymiana zdań zmusza mnie do zastanowienia się, czy nie mają trochę racji? Oczywiście one pominęły chyba kwestię "aktywnego" czytania takich książek, to jest, stosowania się do rad w nich przedstawionych.

Ja takich książek już trochę mam na swojej półce i wiem, że niektóre z nich działały na mnie mega motywująco, ale tylko na początku. Potem i tak wracałam do starych nawyków/przyzwyczajeń/narzekania i tak dalej. 

Jednak im więcej takich książek czytam, tym częściej łapie się na tym, żeby zmieniać swoje zachowanie w danej sytuacji. Żeby zareagowała "lepiej" <czyli tak, jak uczy autor danej książki>, a nie tak, jak reagowałam do tej pory.

Myślę, że dzięki literaturze motywacyjnej/rozwojowej wyciszyłam się. Nie reaguję już na wszystko tak nerwowo jak dawniej. Zanim zacznę kogoś "obgadywać" zastanowię się, po co właściwie mam to robić? Nie zacietrzewiam się i jak chcę pogadać z koleżanką to do niej piszę/dzwonię bez szukania wymówki, że ona teraz powinna się odezwać, bo to jej kolej na kontakt. Jak mnie ktoś mega wkurzy to uśmiecham się pod nosem, myślę "swoje" w głowie i odpuszczam. A dawniej gotowa bym była nawet do bitki. 

Później odwiedziłam Matras-a. Stojąc w kolejce do kasy byłam świadkiem takiej sceny.
Starsza pani pyta o kalendarz. Kasjerka wskazuje regał z kalendarzami. I tutaj zaczęły się schody... bo starsi ludzie nie lubią jednak samoobsługi.

Kasjerka: Za panią są wywieszone kalendarze.
Pani: Słuuccchaaam?!
K: Za panią są kalendarze.
P: Słuuuchaaaam?!
K. trochę głośniej i bardziej obrazowo: ZA PANIĄ!
P: Nosz cholera, nic nie słyszę...
K. wskazuje reką: TAM!

Kasjerka non stop z uśmiechem na twarzy, miła w 100%.

P: Aha, czyli są. No to sobie kiedyś wybiorę jakiś. A chciałam zapytać, czy macie jakieś książki autora XYZ?

Kasjerka sprawdza w bazie.

K: Tak, mamy dwie jego książki <pokazuje paluszkami dwójkę>
P: Oooo, a jakie tytuły?

Kasjerka podaje tytuły.

P: Coooo?

Kasjerka ponownie podaje tytuły.

P: Słuchaaaam?!

Znowu powtarza. Kolejka się powiększa do mega rozmiarów. W końcu z kolejki krzyczę do kasjerki: niech jej pani napisze na karteczce!
Kasjerka napisała, podaje starszej pani. Ta zmieszana mówi.

P: Nosz cholera, nic nie widzę

Morał? Ciesz się, że słyszysz i widzisz. Ciesz się, że jesteś młody. Nie osądzaj czasami tak ostro starszych osób. W pewnym momencie ich życie robi się trudne, nawet w takich, zdawać by się mogło, przyjemnych chwilach, jak zakupy. W ich czasach była pani ekspedientka, która podała z półki to, co chcieli. Starsi w większości nie odnajdują się w obecnej rzeczywistości. Pomyślcie sami, że niektórzy ludzie po 30 nie ogarniają do końca obsługi komputera, bo technologia tak przyspieszyła. Co dopiero ludzie po 70! Ile ja się czasami nawkurzam na moją mamę, jak "nie ogarnia" jakiejś rzeczy w telefonie komórkowym. A jeżeli ktoś jest upierdliwy po 70 to znaczy tylko tyle, że upierdliwy był też w wieku 20- czasami nie stajemy się bardziej zgryźliwi z wiekiem, a już się tacy rodzimy. Te wredne baby z komunikacji miejskiej według mnie na jakieś 75% były już nie do zniesienia, będąc w moim wieku! Dlatego przymknijcie czasami oko na wiek i wytłumaczcie wszystko ze stoickim spokojem :)

Całusy,
M.



Ps. Każdy komentarz jest dla mnie bardzo cenny. Wiem wtedy, że nie piszę tego tylko dla siebie i dla ewentualnie moich dwóch kotów :)

15 komentarzy:

  1. Starość mnie przeraża...
    Świetny post, daje do myślenia - zbyt często osądzamy po pozorach, zbyt mało cieprliwości mamy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz rację, czasami zapominamy, że i nas czeka starość...

    OdpowiedzUsuń
  3. O rany, rózni ludzie chodzą po księgarniach. Ja jestem zbudowana postawą pani kasjerki z Matrasa i jej cierpliwością w kontakcie z (bądź co bądź) wymagającą klientką. Zawsze wiedziałam, że Matras jest w porządku :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książki motywacyjne są skuteczne jeśli użytkownik stosuje się do porad tam zawartych. Jakoś nie czytam takiej literatury, ani motywacyjnej ani poradników. Jedyny poradnik jaki kupiłam to książka Kominka. A małolaty są strasznie głupie, mogłaś to przepłacić życiem. :) Kiedyś będą się wstydziły takich zachowań.
    P.S urzekło mnie, że masz 2 koty też mam dwa i wiem, że one na pewno mnie czytają i śledzą. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. kto chce, ten z książki zawsze wyciągnie wiele :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że kasjerka miała cierpliwość do starszej pani, bo niestety dużo młodych nie ma jej tyle. A kto wie w jakim stanie będziemy tak za 50 lat, może będziemy wymagać stałej opieki? Oby kolejne pokolenie przychylnie patrzyło na nas.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czasami nie pomyślimy że nas też czeka starość.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ojeju, biedna starsza Pani! To daje do myślenia nad tym co mamy a tak często tego nie doceniamy..

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak jakoś smutno mi się zrobiło po przeczytaniu tego posta.
    Po pierwsze, bo sama na co dzień wysłuchuję mnóstwa takich dialogów, jaki przytoczyłaś(chodzi o te nastolatki). Cóż, pesel nie kłamie, sama jestem z tego niewdzięcznego pokolenia. Momentami(które zdarzają się dość często...)mam tego serdecznie dość. Ileż można słuchać o piątkowym melanżu, czy też facecie, który nie powiedział Ci cześć? I mnóstwo innych tematów, które (dla mnie) są zupełnie bezwartościowe. Często wydawało mi się, że jestem inna, że nie pasuję, czułam się samotnie i źle. Ale jednocześnie nigdy nie chciałabym by moje życie kręciło się tylko wokół tego, o czym tak namiętnie rozprawiają moje rówieśniczki na przerwach. Przeklinania też bardzo nie lubię i unikam. Naprawdę myślałam, że idąc do liceum, ludzie wokół mnie będą nieco bardziej dojrzali, a przynajmniej mniej infantylni. Odrobinę się przeliczyłam. Hm, mam wrażenie, że brzmię moralizatorsko i tak, jakbym się wywyższała,lecz w żadnym wypadku nie miałam takiego zamiaru. Każdy niech żyje jak chce, ja sama często myślałam, że o wiele łatwiej byłoby gdybym była jak inni i nie przejmowała się zupełnie opiniami obcych, lecz jest jak jest i nie mogę tego zmienić w żaden sposób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kochana! Ja w liceum miałam bardziej dziwnych ludzi niż w gimnazjum :P Słyszałam tylko, kogo policja spisała, kto ile wypił... Na szczęście nie wszyscy tacy byli :)
      No, a na studiach... szkoda gadać! :D

      Usuń
  10. Masz rację, często zapominamy o życzliwości dla starszych ludzi, a przecież bycie miłym i wyrozumiałym nie boli (najczęściej).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boleć nie boli, ale niektórzy są zbyt "dumni" i zarozumiali, aby się na wyższe uczucia zdobyć :)

      Usuń
  11. ludzie chyba nie przestaną mnie zadziwiać :P

    http://coeursdefoxes.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajnie !
    http://exceptionalchicbydaro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń