31 grudnia 2013

W 2014 planuję...



Witajcie! Jak większość z Was i ja poczyniłam pewne plany na 2014! :) Przedstawię je Wam w obrazkach, co by było milej dla oka i szybciej, abyście ogarnęli to jeszcze przed szampańską zabawą w sylwestrową noc! :)

CO CHCIAŁABYM ZOBACZYĆ W 2014?

Paryż

Szwecja

Gdańsk

Berlin

Praga


CZEGO CHCIAŁABYM DOKONAĆ?

wybudować i urządzić dom

zorganizować wesele

wrócić na studia


JAKIE SĄ MOJE ZACHCIANKI?

nowy komputer

tatuaż <3

gdy już będzie dom i ogród...

własna garderoba! <3

własny pojazd :D


A POZA TYM WSZYSTKIM...

wrócić do regularnych ćwiczeń Pilates

czytać LEPSZE książki :)

jeść LEPIEJ!

odnaleźć swój styl :)

Jednym słowem...


Ufff, to chyba tyle tak z grubsza rzecz biorąc :) 
Jakie są Wasze plany i cele na 2014? :)

11 grudnia 2013

Co znajdziecie w mojej kosmetyczce?


Co znajdziecie w mojej kosmetyczce?


Nadszedł czas na post kosmetyczny. Jestem kobietą, dlatego oczywiście tonę w kosmetykach. Na pierwszy ogień idą kosmetyki, bez których nie wyobrażam sobie dnia i te, do których podchodzę z rezerwą :)


Kuracja z olejkiem arganowym Marion. Wy też macie wrażenie, że właściwie już wszystko można kupić z olejkiem arganowym? 
Przez długi czas miałam na włosach zrobione ombre. Dlatego, gdy mi się znudziło, musiałam mocno skrócić włosy. Wtedy też postanowiłam bardziej o nie zadbać. Inwestycja w szampony się nie opłaciła <Aussie tak reklamowane w Rossmannie wywołało u mnie mega swędzenie skóry a Tołpa przeciwłupieżowa spowodowała taki łupież, jakiego nigdy nie miałam. Dlatego potulnie wróciłam do zwykłego Head&Shoulders z aloesem dla wrażliwej skóry głowy>. Poza tym, na blogach włosomaniaczek czytałam, że lepiej skupić się właśnie na odżywkach. 
Marion jest obecnie moim ulubionym kosmetykiem do włosów. Serum nakładam głównie na końcówki włosów, gdyż moje włosy mają tendencję do szybkiego przetłuszczania się. Producent radzi, aby na włosy nakładać 1-2 kropli produktu. Obecnie moje włosy sięgają ramion i zdecydowanie 1 kropla wystarcza. Kiedyś chciałam sobie "dogodzić" i ładowałam 2 krople, co skończyło się właśnie przetłuszczonymi włosami. Dlatego, lepiej nie kozaczyć i wcierać tyle, ile się powinno :) I tak, jak przestrzega producent, nie powinniśmy nakładać go u nasady włosów. Ja rozprowadzam go zawsze na wilgotnych włosach. O czym warto wspomnieć to zapach. Utrzymuje się na włosach nawet do 2 dni po nałożeniu. Jest delikatny i przyjemny, bez żadnej chemicznej woni.  Opakowanie jest mega wygodne. Co najważniejsze, u mnie działa! :)


Kallos Silk. Maska do włosów. Będąc na otwarciu pierwszej w Krakowie drogerii Hebe zauważyłam, że niemal każda kobieta wkładała tę maskę do koszyczka z zakupami. Maska była w śmiesznej cenie, bo chyba 7 zł za 1 litr :P Dlatego i ja się skusiłam, co sobie będę żałowała!
Maskę nakładam zaraz po umyciu głowy na 5 minutek. Po spłukaniu włosy są miękkie w dotyku, jedwabne i wygładzone. Z maski jestem bardzo zadowolona. Według mnie jest dużo lepsza od Biovax. Wystarcza na długo i jest bardzo tania. Razem z Marion tworzą dla mnie zestaw idealny. 



Żel do mycia twarzy Tołpa. Szczerze muszę przyznać, że ten żel dosłownie... uratował moją twarz. A wierzcie mi, różnych mazideł i tabletek na trądzik się chwytałam. Nie należy do najtańszych, bo kosztuje około 26 złotych, ale zdecydowanie warto wydać taką kwotę i mieć święty spokój. Gdy pewnego razu mi się skończył i niestety nie miałam dostępu, by go kupić, kupiłam jakiś żel Garniera i... wysyp na twarzy! Dlatego od razu następnego dnia pobiegłam po Tołpę.  Kondycja mojej buźki bardzo się poprawiła. Nie mam ani śladu po trądziku, który zaatakował głównie prawy policzek. Żel jest bezzapachowy. Jeżeli ktoś ma problemy skórne na twarzy, polecam go łączyć z maseczką przeciw niedoskonałością. Gwarantuję Wam piorunujące efekty :)



Drogocenny olejek arganowy, Bielenda. Olejek można stosować na twarz, włosy i ciało. Ja stosuję go tylko na ciało zaraz po kąpieli. Zimą moja skóra jest bardzo sucha. Zwłaszcza skóra na nogach po depilacji- piecze, swędzi i pęka. Olejek ładnie pachnie, aplikacja nie sprawia problemu, gdyż pompka nie "zasysa się", jak miało to miejsce w olejku agranowym Eveline. Jeżeli mam porównać te 2 olejki to Bielenda jest górą. Eveline miał ten plus, że jak już psiknął to rozpylał taką mgiełkę. Bielenda natomiast psika "strumień" olejku. Oczywiście po aplikacji takich olejków musimy uważać na nasze ubrania, bo mogą zostać tłuste ślady. Dzięki olejkowi, nie drapię już wściekle nóg, bo skóra jest odpowiednio nawilżona :)


Żele pod prysznic Original Source. Moim najukochańszym zapachem jest ten na załączonym obrazku :) Warto szukać żeli w okazyjnych cenach- dzisiaj kupiłam 2 żele w cenie 9,49 w Rossmanie, a kiedyś w Biedronce za dwa opakowania płynu do kąpieli <każdy po 500 ml> zapłaciłam 10 złotych :) Nie muszę chyba wspominać, że żele chce się zjeść, a z wanny nie chce się wyjść! 



Oczyszczający płyn miceralny Loreal. Tutaj mam mieszane uczucia. Na płyn skusiłam się po przeczytaniu opinii i samych oo i ah na jego temat. O ile radzi sobie ze zmyciem pudru i różu, o tyle trudno zmywa tusz do rzęs. Trzeba trzeć i trzeć, co przyjemne nie jest. Bardzo szybko się kończy. Na pewno jest lepszy od Ziaji, której używałam do tej pory, jednak nastęonym razem, gdy będę na kupnie czegoś do zmywania makijażu, rozejrzę się w drogerii za czymś innym. A może Wy mi coś polecicie?



Curling Pump Up mascara, Lovely. Tutaj o zakupie znowu zdecydowały opinie na blogach. Zauważyłam, że w każdym wpisie, dotyczącym Rossmannowskiej przeceny -40% pojawia się ten tusz. Oczywiście, gdy w końcu zdecydowałam się go kupić w owej promocji to już go nie było. Jednak cena regularna nie jest przerażająca, gdyż wynosi około 9 złotych. Szczerze? To najlepszy tusz jaki miałam! Powala tak uwielbiany żółty Collosal Volume i złoty Eveline Celebrities. Będę do niego wracała. Nie tworzy efektu pandy, ładnie rozdziela i wydłuża, ma idealnie głęboki, czarny kolor. Nie skleja, nie zostawia "paprochów" na rzęsach, nie tworzy pająka. Robi z rzęsami wszystko, czego chcę :)


Baby Lips <peach> Maybelline. Jestem posiadaczką koloru peach. Pomadka podobno chroni usta przez 8 godzin. Podobno jest świetna. Jak dla mnie? Beznadziejna. Jest to zdecydowanie chybiony zakup spowodowany oczywiście wpisami blogerek :P Być może, trzeba mieć idealne usta, aby używać tej pomadki. U mnie podkreśla suche skórki, na ustach utrzymuje się kilkadziesiąt minut. Nie wiem, jak wyliczyli te 8h. Jedyne, co mi się w niej podoba to zapach i opakowanie. Jeżeli Wasze usta wyglądają non stop świetnie, to polecam. Moje są często spiechrznięte i jedyne, co mi pomaga to... 


Lip balm Carmex < jasmine green tea>. Moje usta nigdy nie były idealne. Nie pomagało nic. Miałam kompleksy, bo będąc natolatką, wstydziłam się stanu swoich ust. Dodatkowo w stresujących sytuacjach miałam tendencję do obgryzania warg. Aż pewnego dnia, w polskich drogeriach pojawił się... CARMEX! Używam zawsze wersji w tubce. Ogólnie jestem przeciwniczką słoiczków i nabierania paluchem, bo ani to higieniczne, ani wygodne. W momencie, kiedy chciałam zmiany i Carmex już mi się trochę "przejadł" kupiłam chyba Lip Butter Nivea i... ponownie potulnie wróciłam do sklepu po Carmex. Moje usta się od niego zdecydowanie uzależniły. Wiem, że ma on tak wielu zwolenników, jak i przeciwników. Ja jednak nie znalazłam dla siebie nic lepszego. Jeżeli chodzi o efekt mrowienia na ustach, ja czuję go tylko po nałożeniu na usta co dopiero zakupionego produktu. 


Krem Dove. Zimą zawsze zaopatruje się w jakiś tłusty kremik, aby ochronić skórę przed mrozem. Zwykle były to kremy Nivea, jednak w tym roku skusiłam się na Dove. Krem szybko się wchłania, doskonale chroni i dodatkowo ma bardzo ładny zapach. Na krem nakładam puder i róż i mam wrażenie, że dodatkowe "ulepszacze" lepiej prezentują się na skórze, w którą został wklepany krem :) Dobrze sprawdza się również ten krem do rąk, który szybko się wchłania i nie pozostawia nieprzyjemnej faktury na dłoniach: 



Uff, znowu wyszedł mi najdłuższy post świata :)
Używacie któregoś z powyższych kosmetyków? Jakie macie o nich zdanie? A może u Was kompletnie się nie sprawdziły? 

Całusy,
M.



Ps. Każdy komentarz jest dla mnie bardzo cenny. Wiem wtedy, że nie piszę tego tylko dla siebie i dla ewentualnie moich dwóch kotów :)

6 grudnia 2013

HATERZY


Na pewno większość blogerów miała już w swojej karierze do czynienia z haterami. Ja jeszcze nie, ale chyba nie mam czego żałować :D Z drugiej strony wiem, że obecność haterów związana jest z popularnością bloga, dlatego skoro nie ma haterów to... i tutaj robi mi się przykro :P

Do refleksji na temat haterów zmusiła mnie nagonka na Chodakowską. Już nie będę rozwodziła się nad tym, czy to dobrze czy to źle. Chociaż zastanawiam się, jak taka zabiegana kobieta ma czas na kłócenie się jeszcze z fanami na FB, którzy ośmielą się napisać na jej "ścianie" coś innego niż jesteś zajebista czy (jej ulubione) walcz!

Na początku nikt krytykującymi i nienawidzącymi się zbyt nie przejmował. Dopóki nie dostali oni specjalistycznej nazwy HATERZY. A jak wiemy, dopiero nadanie czemuś nazwy sprawia, że zaczyna to istnieć. Dokonał się akt narodzin. Powstali HATERZY. 

Haterami określało się osoby, które <głównie z kont anonimowych> pisały przeważnie: ale jesteś gruba/głupia/beznadziejna. Haterowi najłatwiej wyżyć się na blogu modowym <lifestylowym?> Tekstu to to nie musi przeczytać, wystarczą mu obrazki. Argumentów to to nie miało, ale się wyżyło. Może lepiej, że owe żyjątko wyżywa się w Internetach, niż na przykład na żonie. Blogerki powiedziały basta! i włączyły moderację. 

Jednak, co dzieje się teraz? Uwaga. Każdy, kto bardziej znanemu blogerowi odważy się napisać coś innego niż słitaśny outfit, super wpis, automatycznie przypina się łatkę HEJTERA. Nie mówię tutaj o osobach, które pierwsze rzucają kamień i same się nakręcają swoją nienawiścią, ale o osobach, które w sposób uprzejmy i bez chamstwa, mają odmienne zdanie od autora. 

Rzecz kolejna. Jaki jest synonim do słowa HEJTER? POLOCZEK. Jak mnie to wkurza! Określenie to pada najczęściej na Facebook'u, gdzie ktoś odważy się wychylić i nie zgodzi się z resztą społeczeństwa. POLOCZEK! Ja się pytam, a kim WY jesteście? 

Nagonka na HEJTERÓW zrobiła się tak gorąca, że już każdemu z odmiennym zdaniem niż wyznawcy guru się najprościej w świecie dostaje! Od razu wyzwiska, co ty robisz na tym fanpage'u?! Przecież my tu tylko wazeliną smarujemy! Masz odmienne/ swoje zdanie? Wypierdal**. 

Blogerowi lepiej nie podpadać, zwłaszcza popularnemu. Nie, to nie bloger Was zbeszta. 

Pamiętacie aferę z Rysiem Peją, który ze sceny podczas koncertu krzyczy do fanów wiecie, co z nim zrobić? Rozjeb** w chu*! Była to reakcja na hejtera, który coś tam wybełkotał do rapera z tłumu. Oczywiście kilka osób podchwyciło i zaczęło kolesia okładać. 

Co mądrzejsi blogerzy wiedzą, że hejtera się nie rusza, bo śmierdzi. Reakcja na słowa hejtera są dla niego największym wyróżnieniem i nagrodą. Zostaje zauważony i wyróżniony. Dopiął swego. Wkurzył odbiorcę. A przecież ci, którzy non stop przyklaskują tak dobrze nie mają. Do przyklaskującego bloger nie zwraca się tak bezpośrednio. Nie dedykuje mu wpisów na Facebook'u. 

Jesteś z nami czy przeciwko nam?


Całusy,
M.



Ps. Każdy komentarz jest dla mnie bardzo cenny. Wiem wtedy, że nie piszę tego tylko dla siebie i dla ewentualnie moich dwóch kotów :)

3 grudnia 2013

Liebster blog award


Tak się ciekawie złożyło, że dostałam 2 nominacje do Liebster. Od Verr i niepiśmiennej.
Znaczy to chyba tyle, że muszę odpowiedzieć na dwa razy tyle pytań :D Oczywiście ogromnie dziękuję za nominację i zabieram się za udzielenie najszczerszych odpowiedzi, na jakie się zdobędę :)

Zacznę od odpowiedzi na pytania od Verr. 

1. Co Ci sprawia największą przyjemność?

Randki z moim narzeczonym, zdecydowanie! Mimo tego, że jesteśmy ze sobą już prawie 7 lat to nigdy się nie nudzimy. Wspólne wypady do kina, gotowanie, oglądanie filmów, planszówki, spacery. Uwielbiam to! :)

2. Wolisz lato czy zimę?

Zdecydowanie lato. Mieszkam na wsi więc w ogródku zawsze mam coś do roboty. Lubię babrać się w ziemi, zbierać owoce, grillować, wygrzewać się na balkonie. Zima ma swoje dobre strony, jednak bardzo cierpię z powodu braku słońca.

3. Czy często jesteś dumna ze swoich dokonań?

Hm... odczuwam swego rodzaju satysfakcję, ale czy prężę się z dumy? Raczej nie.

4. Czy łatwo przekonujesz innych do swoich pomysłów?

Wydaje mi się, że tak, chociaż sama jestem dość uległa na cudze zdanie i w zasadzie dopiero co zaczynam być awanturna i tupię nogami, jak się na coś nie zgadzam :P 

5. Twoje ulubione zajęcie w deszczowy wieczór?

Nie będę pewnie oryginalna twierdząc, że książka+herbata, zamiennie ze sprzątaniem. Tak, lubię sprzątać :) Ewentualnie spotkanie w uroczej knajpce z przyjaciółkami :)

6. Co Cię motywuje do działania?

Nuda. Wolę coś robić niż spędzać czas na zastanawianiu się, co by tu można robić.

7. Patrzysz w przyszłość czy żyjesz chwilą?

Zdecydowanie skupiam się na przyszłości. Zwłaszcza teraz, gdy jestem bliska założeniu własnej rodziny muszę skupiać się głównie na tym, co przede mną.

8. Co cenisz w innych ludziach?

Szczerość. Ale nie taką "chamską" na zasadzie utarcia nosa lub pokazania swojej wyższości, a taką, która ma na celu pomoc drugiej osobie. 

9. Sposób na przełamanie strachu?

Nie mam! Jestem mega strachliwą osobą! :P Może z zewnątrz wyglądam na "cwaniaka", jednak w środku mojego umysłu potrafię sobie wkręcać najgorsze rzeczy :P

10. Bez czego nie możesz się obejść w życiu codziennym?

Mam wybrać jedno? Mimo tego, że lubię czasami odciąć się od cywilizacji to na dłuższą metę nie wyobrażam sobie życia bez bardzo przyziemnych rzeczy: prądu, wody, Internetu, komórki, laptopa... jestem gadżeciarą i nie wyobrażam sobie życia bez zdobyczy techniki :P

11. Czy jesteś fanką zdrowego trybu życia.

Taki tryb mi nie służy. Im zdrowiej się odżywiam, tym gorzej się czuję. Wiem, dziwne, ale tak mam. Nie mam nic przeciwko ćwiczeniom <sama czasami kilka brzuszków czy przysiadów popełnię>.  Staram się nie jeść rzeczy, których skład zaczyna się i kończy na barwnikach, ulepszaczach itp. ale McDonalda, KFC, pizzy i kebabika nie odmówię :P

Pytania od niepiśmiennej.

1.  Gdybyś mogła zmienić w sobie jedną rzecz, co by to było?

Rozumiem, że chodzi o cechę charakteru. Nazywają mnie zosią-samosią i uparciuchem więc może byłabym mniej uparta. O, albo mniej nerwowa! :)

2. Morze czy góry. Dlaczego?

Do gór mi bliżej, bo mieszkam na południe od Krakowa. Do morza też mam sentyment. Jednak skoro mi kazano wybrać to góry. Mają swój klimat <zwłaszcza zimą i jesienią>. Lubie łażenie po lesie i zbieranie grzybów, dlatego tak- zdecydowanie góry :)

3. Czy lubisz słodycze?

Czy lubię? Potrafię zabić za ostatnią kostkę czekolady! 

4. Czy miałaś kiedyś do czynienia z psychologiem. Jeśli tak, to jakie są Twoje wspomnienia?

Miałam, niestety. Z psychologiem szkolnym. Jak już wspomniałam w jakimś poście, zawsze byłam chuda. Kiedyś ktoś na przerwie rzucił do mnie "anorektyczka" i ta baba psycholog to usłyszała. Wzięła mnie na rozmowę i oczywiście ja jej tak, a ona mi tak. Nie wiem, jak mogła być psychologiem szkolnym, skoro nie dawała sobie rady z dogryzaniem ze strony uczniów. Sama wyglądała na głęboko zakompleksioną, a chciała pouczać innych. Bądź co bądź, rozmowa z nią z miłej stała się chamską, gdyż zaczęła mi wmawiać jakąś inną rzeczywistość. Koniecznie chciała, żebym jednak tą anorektyczką była :)

5. Czy jest jakaś postać z kreskówki/filmu/książki, którą chciałaś zostać w dzieciństwie?

W dzieciństwie miałam hopla na punkcie zwierząt. Dlatego najdłużej bawiłam się chyba w "Króla Lwa" :P odgrywałam te sceny pomiędzy Simbą, Mufasą i Skazą chyba jeszcze z pół roku po obejrzeniu bajki :P

6. Jaki jest Twój ulubiony kraj?

Będę nudna, wiem... FRANCJA :D

7. Jeśli mogłabyś wybrać jeden moment w czasie i przestrzeni, w które chciałabyś się przenieść ( z możliwością powrotu), co by to było?

Myślę, że moje 40ste urodziny. Chciałabym wiedzieć, co udało mi się osiągnąć do tego czasu. Chciałabym zobaczyć, jak w tym wieku wygląda moje życie. Jeżeli by mnie widok nieprzyjemnie zaskoczył, może udałoby się coś zmienić do tego czasu? 

8. Jaki jest Twój najdziwniejszy talent/umiejętność?

Haha, nie da się opisać tego słowami. Nikt inny nie umie zaplatać palców w tak specyficzny sposób, jak ja :P musiałabym chyba wkleić zdjęcie, ale zawsze się tym w szkole popisywałam, że nikt tak nie umie zrobić :D

9. Twój ulubiony cytat z filmu?

W gruncie rzeczy, jest z książki, ale usłyszałam go w filmie Into the wildrather than love, than money, than faith, than fame, than fairness... give me truth.

10. Gdybyś mogła spędzić jeden dzień z jedną znaną osobą (żyjącą lub nie), kto by to był?

Wiem, że powinnam walnąć teraz jakimś znanym nazwiskiem, ale taki dzień chciałabym spędzić z moim dziadkiem, którego nigdy nie poznałam, bo zmarł przed moim przyjściem na ten świat. W rodzinie opowiadają o nim niestworzone historie i chciałabym sprawdzić, na ile są one prawdziwe :)

11. Gdybyś mogła zajrzeć w szklaną kulę i zadać jedno pytanie (na które odpowiedź na pewno byłaby prawdziwa), o co byś zapytała?

Pytanie musiałoby być mocno sprecyzowana, a nie ogólne. Jednak jedyne, jakie mi się ciśnie na usta to, czy będę szczęśliwa?

O, skończyłam :P Fajnie się odpowiadało. Pytania zmusiły mnie trochę do refleksji :) Teraz będę miała problem z tym, kogo by tu nominować, bo jeszcze niewiele blogów śledzę, ale do odpowiedzi na moje pytania, nominuję: pchełkę, niemode, Dominikę Polok, Paulinę Bella, Agę, Karolinę, poczekarską, Monę, uśmiecham-się. Wiem, że to nie 11, ale tyle udało mi się wyszperać z listy moich obserwowanych. Wpisałam osoby, których odpowiedzi chciałabym poznać, niekoniecznie kierowałam się kryterium "popularności" :)

A moje pytania do Was, brzmią <czuje się, jakbym pele-mele pisała :P>:

1. Czego nie zrobisz za żadne pieniądze?
2. Czego bałaś/eś się w dzieciństwie?
3. Twój najgorszy koszmar senny to...?
4. Twoja ulubiona tematyka książek?
5. Domek na wsi, czy nowoczesne mieszkanie w mieście?
6. Czy boisz się krytyki? Jak sobie z nią radzisz?
7. Jak radzisz sobie ze stresem?
8. Twoje wymarzone wakacje to...
9. Gdzie widzisz siebie za 10 lat?
10. Czy jest coś, co chciałbyś/chciałabyś zmienić w swojej przeszłości?
11. Kim chciałeś/chciałaś zostać w dzieciństwie?

Mam nadzieję, że moje pytania nie przysporzą Wam żadnych trudności :) Dajcie znać, gdy odpowiecie!

Całusy,
M.



Ps. Każdy komentarz jest dla mnie bardzo cenny. Wiem wtedy, że nie piszę tego tylko dla siebie i dla ewentualnie moich dwóch kotów :)

29 listopada 2013

Regina Brett "Jesteś cudem". Recenzja



Na wstępie tej recenzji od razu zaznaczę, że większe wrażenie wywarło na mnie Bóg nigdy nie mruga. Wynikać to może z kilku faktów: była to książka lepsza od Jesteś cudem, być może jestem już przesycona tematyką motywacyjną, być może Regina trochę się powtarza, być może druga książka jest mniej dosadna. Na pewno większego kopa dało mi Bóg nigdy nie mruga

Jesteś cudem to zbiór felietonów o niezwykłych, według Reginy, ludziach. Trochę w niej mniej już historii dotyczących samej autorki. Więcej w niej Boga, niż w poprzedniej książce. Mniej humoru, jednak nadal zaskakujące postawy i zachowania ludzi, godne naśladowania. 

Jednak czasami da się odnieść wrażenie, że za niektórymi historiami nie idzie żadna nauka. Ot, napisała czyjaś historię, ale czytelnikowi trudno wyciągnąć z niej jakieś wnioski.

Nie skłamię pisząc, że czytanie momentami mi się dłużyło i zerkałam, jak daleko do końca.

Niektóre rady są tak "codzienne", że momentami zastanawiałam się, czy nie znalazły się w książce tylko po to, by autorka dobrnęła jakoś do tej 50. Dla mnie może są one oczywiste, dla niektórych mogą być odkryciem. Chociaż na obronę mogę dodać, że chociaż wytłumaczone są w konkretny sposób, który ich obecność w książce jakoś tłumaczy. Ale jak czytałam o tym, aby się nie spóźniać, to myślałam sobie jejku! Przecież każdy to wie! Ale to może rada dla tych, którzy spóźnianie uważają wręcz za towarzyski obowiązek, albo nawet, że wypada i trzeba.

Jak zwykle podam Wam w pigułce to, co dla mnie wydało się najważniejsze z tych 50 lekcji :)

  • nikt nie jest zbyt mały, aby zmienić rzeczywistość,
  • jeżeli chcesz osiągnąć to, co niemożliwe, zacznij od tego, co możliwe,
  • doceń tych, którzy zmienili twój świat,
  • bądź tym, kim marzysz zostać; nie zadowalaj się tym, kim już jesteś,
  • wszyscy robimy to samo- różnica polega na tym, jak to robimy,
  • niech przeszkoda stanie się twoją misją,
  • najpierw zajmij się sobą,
  • traktuj ludzi tak, jak chcą być traktowani- ani lepiej, ani gorzej,
  • REAGUJ- rada mocno do mnie trafiła zwłaszcza, że kiedyś biernie słuchałam, jak facet wyzywa w busie kobietę od najgorszych bez żadnego powodu. Już miałam zareagować, ale strach przed tym, że wysiądziemy na tym samym przystanku i zostanę z nim sama, zwyciężył. Chyba przez miesiąc sobie to wyrzucałam!
  • czy swoje szczęście mierzysz latami, czy chwilami?
  • gdybyśmy cały czas byli szczęśliwi, przestałoby nas to cieszyć- w 100% się zgadzam. Ma to chyba wiele wspólnego z powiedzeniem pieniądze szczęścia nie dają. Jak już sobie wszystko kupisz, spełnisz wszystkie marzenia, co ci zostanie? Do czego będziesz chciał dążyć? Samo to, jak łatwo osiągniesz coś dzięki kasie, odbierze ci całą radość z procesu "dostawania".
  • nikt nie ma idealnego życia,
  • okoliczności życiowe odpowiadają TYLKO za 10% naszego szczęścia- zbadane,
  • nie musisz od razu zbawić całego świata- wystarczy, że uszczęśliwisz jedną osobę,
  • nie masz wpływu na to, co cię spotka, ale masz wpływ na to, jak zareagujesz,
  • słuchaj swojego ciała,
  • żadna prośba nie jest zbyt śmiała,
  • nie gloryfikuj ubóstwa, nie demonizuj bogactwa,
  • bądź oryginalny, a przy tym pozostań sobą,
  • zanim coś o kimś powiesz, zadaj sobie 3 pytania: czy to coś miłego? Czy to prawda? Czy musisz to powiedzieć?
  • każdy, kto z tobą plotkuje, plotkuje też o tobie,
  • słuchaj swojej intuicji,
  • zbyt często do życia budzi nas jakaś tragedia,
  • zmieniaj rzeczywistość wokół siebie, jeżeli chcesz zmienić świat,
  • jesteś najważniejszym nauczycielem dla swojego dziecka,
  • nigdy nie jest za późno na spełnienie marzenia,
  • dlaczego nie zrobisz pierwszego kroku? Zakop topór wojenny, póki jeszcze to możliwe,
  • strach bywa motywacją,
  • wycisz negatywne myśli- znasz o to uczucie, kiedy twój mózg chce cię zabić?
  • jak zapamiętają cię ludzie? Co powiedzą o tobie na twoim pogrzebie?

Mimo,że Regina momentami pisze o oczywistych oczywistościach uważam, że i o takich zapominamy w dzisiejszym, zabieganym świecie. Dlatego polecam. Moją radą jest, abyście książkę sobie dawkowali i nie starali się jej jak najszybciej pochłonąć. Może po prostu ja źle zabrałam się za jej lekturę, zbyt na chama :P


Całusy,
M.



Ps. Każdy komentarz jest dla mnie bardzo cenny. Wiem wtedy, że nie piszę tego tylko dla siebie i dla ewentualnie moich dwóch kotów :)

26 listopada 2013

Refleksje z wyprawy do księgarni



Z okazji zimy, kilka dni temu odbyłam wycieczkę po kilku księgarniach. Nawet nie wiecie, ilu emocji dostarczyła mi ta wyprawa! Aż dwa tematy na bloga mogłyby z tego powstać, ale ściśniemy wszystko w jedną całość <chyba już widać, że lubię pisać długie posty?>

Na pierwszy ogień poszedł Empik. Dostałam bon podarunkowy więc poszłam zaszaleć. Oczywiście stanęłam przy regale poradniki oraz psychologia. Po chwili przeglądania, wybrzydzania, cmokania, ślinienia stron stanęły obok mnie dwie nastolatki. Widząc, że jestem jakimś napaleńcem, bo to wyciągam to odkładam książkę z jakąś <dla nich> nie zrozumiałą ekscytacją, zaczynają rozmowę:

- Ja to nie wiem, po co ci ludzie takie książki kupują...
- Noooo, papka dla debili. Myślą, że przeczytają książkę i zmądrzeją.
- Noooo, nabijanie kasy i tyle. 
- Ej, no weź! Żebym ja po przeczytaniu książki miała być chuda albo szczęśliwa.
- Nooo wiesz, ludzie wszystkiego się chwycą.
- Ale ja tego nie rozumiem, wyrzucanie kasy w błoto i tyle.

Gdy zobaczyły, że ich głośna rozmowa, nie wzrusza mnie na tyle, żeby zmienić dział, odeszły i zaczęły wertować różową i skrzącą brokatem książkę o One Direction. Z doświadczenia wiem, że lepiej nie wchodzić w polemikę z nastolatkami, <bo kiedyś za samo popatrzenie się na nie usłyszałam co się gapisz, jeb** ci?!>, zwłaszcza, gdy są to koleżanki. Mogłabym nie wyjść z Empiku żywa.

Jednak ich wymiana zdań zmusza mnie do zastanowienia się, czy nie mają trochę racji? Oczywiście one pominęły chyba kwestię "aktywnego" czytania takich książek, to jest, stosowania się do rad w nich przedstawionych.

Ja takich książek już trochę mam na swojej półce i wiem, że niektóre z nich działały na mnie mega motywująco, ale tylko na początku. Potem i tak wracałam do starych nawyków/przyzwyczajeń/narzekania i tak dalej. 

Jednak im więcej takich książek czytam, tym częściej łapie się na tym, żeby zmieniać swoje zachowanie w danej sytuacji. Żeby zareagowała "lepiej" <czyli tak, jak uczy autor danej książki>, a nie tak, jak reagowałam do tej pory.

Myślę, że dzięki literaturze motywacyjnej/rozwojowej wyciszyłam się. Nie reaguję już na wszystko tak nerwowo jak dawniej. Zanim zacznę kogoś "obgadywać" zastanowię się, po co właściwie mam to robić? Nie zacietrzewiam się i jak chcę pogadać z koleżanką to do niej piszę/dzwonię bez szukania wymówki, że ona teraz powinna się odezwać, bo to jej kolej na kontakt. Jak mnie ktoś mega wkurzy to uśmiecham się pod nosem, myślę "swoje" w głowie i odpuszczam. A dawniej gotowa bym była nawet do bitki. 

Później odwiedziłam Matras-a. Stojąc w kolejce do kasy byłam świadkiem takiej sceny.
Starsza pani pyta o kalendarz. Kasjerka wskazuje regał z kalendarzami. I tutaj zaczęły się schody... bo starsi ludzie nie lubią jednak samoobsługi.

Kasjerka: Za panią są wywieszone kalendarze.
Pani: Słuuccchaaam?!
K: Za panią są kalendarze.
P: Słuuuchaaaam?!
K. trochę głośniej i bardziej obrazowo: ZA PANIĄ!
P: Nosz cholera, nic nie słyszę...
K. wskazuje reką: TAM!

Kasjerka non stop z uśmiechem na twarzy, miła w 100%.

P: Aha, czyli są. No to sobie kiedyś wybiorę jakiś. A chciałam zapytać, czy macie jakieś książki autora XYZ?

Kasjerka sprawdza w bazie.

K: Tak, mamy dwie jego książki <pokazuje paluszkami dwójkę>
P: Oooo, a jakie tytuły?

Kasjerka podaje tytuły.

P: Coooo?

Kasjerka ponownie podaje tytuły.

P: Słuchaaaam?!

Znowu powtarza. Kolejka się powiększa do mega rozmiarów. W końcu z kolejki krzyczę do kasjerki: niech jej pani napisze na karteczce!
Kasjerka napisała, podaje starszej pani. Ta zmieszana mówi.

P: Nosz cholera, nic nie widzę

Morał? Ciesz się, że słyszysz i widzisz. Ciesz się, że jesteś młody. Nie osądzaj czasami tak ostro starszych osób. W pewnym momencie ich życie robi się trudne, nawet w takich, zdawać by się mogło, przyjemnych chwilach, jak zakupy. W ich czasach była pani ekspedientka, która podała z półki to, co chcieli. Starsi w większości nie odnajdują się w obecnej rzeczywistości. Pomyślcie sami, że niektórzy ludzie po 30 nie ogarniają do końca obsługi komputera, bo technologia tak przyspieszyła. Co dopiero ludzie po 70! Ile ja się czasami nawkurzam na moją mamę, jak "nie ogarnia" jakiejś rzeczy w telefonie komórkowym. A jeżeli ktoś jest upierdliwy po 70 to znaczy tylko tyle, że upierdliwy był też w wieku 20- czasami nie stajemy się bardziej zgryźliwi z wiekiem, a już się tacy rodzimy. Te wredne baby z komunikacji miejskiej według mnie na jakieś 75% były już nie do zniesienia, będąc w moim wieku! Dlatego przymknijcie czasami oko na wiek i wytłumaczcie wszystko ze stoickim spokojem :)

Całusy,
M.



Ps. Każdy komentarz jest dla mnie bardzo cenny. Wiem wtedy, że nie piszę tego tylko dla siebie i dla ewentualnie moich dwóch kotów :)

20 listopada 2013

Szpital


Za swego życia w szpitalu byłam raz. Na tydzień. A wrażeń z tego miejsca bez liku. Taka sytuacja: grypa żołądkowa. Najgorszemu wrogowi nie życzę. Odwodnienie, urwany film, karetka, szpital. 


Będąc w szpitalu trzeba mieć cierpliwość, duże poczucie humoru i umiejętność posługiwania się sarkazmem- level MASTER.

 
Już na izbie przyjęć sprawdzają, czy aby nie trzeba odwieźć cię do psychiatryka, co by problem zepchnąć gdzie indziej.


Lekarz: Nazwisko!

M.: xyz.

L: Imie!

M: xyz.

L: data i miejsce urodzenia!

Miałam ochotę odpowiedzieć już Chrząszczyżewoszyce, powiat Łękołody, ale odpuściłam i brnę dalej...

M: xyz.

I w tym momencie lekarzowi zacina się płyta... Każde z tych pytań pada jeszcze 100 razy! Człowiek zaczyna się zastanawiać, cholera jasna! Może w tym wszystkim podaje mu złe daty?! Może się tak nie nazywam, jak mu podaje?! Zwariowałam?

M: ale ja już przecież mówiłam!

L: nie zapisałem! <wali ścieme>

M: to co pan tam bazgrze?!

L: Siostro!!!

Pewnie, jak problem to po babę wzywać! Gdzie diabeł nie może...
<tak wiem, że sprawdzał moje zdolności kojarzenia i czy nie zacznę pieprzyć bez sensu:)>

Ok. Przesiadka na wózeczek i wio na oddział. Podczas przesiadki ciemno przed oczami, prawie znowu tracę kontakt, ale siadam, yest! Przed oczami gwiazdki, jednorożce, tęcza...

Na oddziale. 

Pielęgniarka: stanąć prosto, zamknąć oczy i trafić palcem do nosa!

Że czym do czego?! Podchwytliwe, nie ma co! Ledwo kontaktuje, ale kuleczki w mózgu próbują się zderzyć, chomiki popierdzielają na najwyższych obrotach, żarówka się musi zaświecić... 

Pies pogrzebany jest w tym: co jest dobrą odpowiedzią na żądanie pielęgniarki? 

Dotknięcie czy nie dotknięcie tego cholernego nosa?!

Wtedy miałam jeszcze kompleks dużego kinola więc zagaduję, co by uzyskać jakieś info:

M: on jest taki wielki, że trudno będzie w niego nie wcelować!

Pielęgniarka nie wzruszona. Żadnej podpowiedzi na zasadzie musisz go dotknąć! 

A więc staję prosto, ręce przed siebie...

Pielęgniarka: Palcami wskazującymi dotknąć!

Wyszedł z niej człowiek i chociaż powiedziała, którymi.

Palce wyprostowane i namierzamy cel... powoli, powoli, powoli...

Wiecie jak to było w szkole, że na teście w ostatniej chwili zmienialiście odpowiedź? Mi też w tamtym momencie przeszło to przez myśl. Czemu nosa? Może wam chodzi o oko, a podpuszczacie mnie na nos, cwane bestie?!

Już mam zmienić kierunek, ale wtedy rzucam sama sobie wyzwanie, a czy ja z zamkniętymi oczami faktycznie dotknę nosa?!

Opuszki zetknęły się z nozdrzami.

M: trafiłam i co?

P: dobrze, nie ma pani wstrząsu mózgu.

Nie można było tak od razu? Ile mniej stresu, ile mniej nerwów!

Jeszcze tylko motylek na kroplówkę i na salę.


Do szpitala trafiłam nad ranem w wigilię. Na oddziale pustki- wszystkie dzieciaki na przepustkach. Śpię jak niemowlę od kilku godzin podpięta pod kroplówkę.

Pielęgniarka czy salowa kij wie: WSTAWAĆ!

Otwieram jedno oko.

PS: WSTAWAAAĆĆĆ ŁÓŻKO MUSZĘ POŚCIELIĆ!

M: a po co?

PS: BO MUSZĘ!

M: ale jaki to ma sens, skoro pani pościeli, a ja się znowu na nim położę i wszystko zmemłam na nowo?

PS: MUSZĘ!

M: jaki pani MUSI to niech se pani pościeli to puste obok!

PS: a po co mam ścielić zaścielone łóżko?!

M: a po co ma pani ścielić moje?!

PS: MUSZĘ!

W tym momencie poczułam się, jakbym ja była w kabinie wc, a pielęgniarkosalowa stała pod kabiną z mocną potrzebą i jedyne, co można z niej wydobyć to
BO JA MUSZĘ!

M: ok zróbmy tak. Ja je sobie sama pościele, jak już wstanę?

PS: WSTAWAĆ!

Myśląc dalekosiężnie stwierdziłam, że dyskusja będzie trwała i trwała, ustępuje, słaniając się siadam na łóżku obok. Pielęgniarkosalowa ścieli, co polega mniej więcej na podrzuceniu kołdry. Staje uśmiechnięta.

PS: JUŻ!

M: czyli teraz moge się położyć i nadal spać?

PS: tak :D

Upierdliwe, złośliwe czy jakie? Pracownik miesiąca cholera? Jakieś zakłady, kto ile łóżek zaścielił?

Wszyscy narzekają na szpitalne jedzenie.

Rankiem po akcji żołądka o kryptonimie wyrzuć z siebie wszystko, przychodzi czas na jedzenie.

Wchodzi pani z wózeczkiem. Na śniadanie mnie cholera jakoś nie obudzili! Wjeżdża obiad. Do pokoju. 

Na pierwsze rosołek. Na drugie kurczaczek w złocistej, chrupiącej skurce, ziemniaczki i buraczki. Dla mnie WYPAS! 

Jem, aż mi się uszy trzęsą, boje się trochę, czy z kurczakiem nie spotkamy się ponownie i w duchu zastanawiam, czy tak powinna wyglądać dieta po zatruciu czy tam grypie żołądkowej? 

Wtem wpada mój catering i wrzeszczy:

Catering: NAZWISKO!

Myślę sobie, oho lekarz z izby przyjęć się mści.

M: xyz

Catering: Jezus Maria!
Ty dziecko jesteś na ścisłej diecie! Boże, a ja ci kurczaka daje!

Szczerze się do cateringu i mówię:

M: dziękuję, dobre było, nie spodziewałam się :D

Catering: Dziecko! Jakby kto pytał, to tego nie jadłaś! Mnie tu nie było! Nie widziałaś mnie!

I łap za mój talerz, na którym jeszcze trochę buraczków!

M: ale nie skończyłam!

Catering:
pamiętaj! Ty nawet nie zaczęłaś!

Kolejny tydzień jadłam kisiel i biszkopty. Na deser gotowane jabłko.


Oddział. Wizyta lekarza. Codziennie innego. Dzień pierwszy.


Lekarz: to jak cię czujemy?


M: dobrze


Lekarz: no to dobrze...


i wtem wkłada mi rękę pod spodnie!


M: <wrzaskiem> co pan robi?!


L: badam tętno


W moich majtkach? O, nie ze mną te numery! Mam 14 lat i sobie nie dam! Lekarz może i ma cel szczytny, ale czy intencje szczere?!


M: akurat tutaj?! To się bada przecież na nadgarstku! <tak, pouczałam lekarza, gdzie się lepiej sprawdza tętno>


L: Lepiej wyczuwalny jest w pachwinie.


Mam ochotę wyrzucić ręcę w górę i powiedzieć, ok ty tu jesteś lekarzem.


Gorączka. 

Zimno mi jak cholera. Na sali jakieś 7 pustych łóżek. Ja sama skurczona pod jedną, cieniutką kołderką.


Pielęgniarkosalowa: zimno?


M. <ciśnie mi się na usta jak cholera> tak. Mogę kołdrę albo kocyk z innego łóżka?


PS: NIE!


M: ale przecież nikt pod nią nie leży, nikogo tu oprócz mnie nie ma...


PS: NIE! Z domu se przynieść!


PS wychodzi. Mama kradnie kocyk i przykrywa mnie nim. Potem wraca do domu.


PS wchodzi: mówiłam, że nie można było koca brać!


M: ale ja nie mam pojęcia, co on tu robi...


PS: MÓWIŁAM!


M: niech pani gada z kocykiem co on tu robi, ja spałam!


Metoda rżnij głupa.


PS: TYLKO MA MI WRÓCIĆ NA MIEJSCE!


M: do mnie pani mówi czy do kocyka?


PS: <WKURW>


A moi drodzy miałam prawo tak mówić. 

Wieczorem gorączka osiągnęła 39,8 stopni.


Wchodzi młoda pielęgniarka. Podaje termometr. Widzi 39,8. Podaje dożylnie paracetamol. Wychodzi.


Wchodzi. Podaje termometr. Wychodzi.


Ja już w lepszym humorze. Wchodzi. Oddaje jej termometr:


MłodaPielęgniarka: Jezus Maria!


M. w myślach, ale tu psioczycie na wszystkich, tylko nie na siebie


M: ?


MłodaPielęgniarka: Jezus Maria! Przecież dałam paracetamol dożylnie, a Ty masz 40,2!


Aha. Stąd to dobre samopoczucie. Umieram. Podobno przed śmiercią stan pacjenta się poprawia więc czas na mnie.


Uczyli Was na PO, że jak komuś sprawdzacie, czy ma czucie w nogach, to sprytnie zasłaniacie mu nogi i pytacie, czy delikwent może poruszać lewą stopą? I nawet jak nie ruszy to mówimy mu spoko, będziesz żył i nie dajemy po sobie poznać, że jest do dupy?


Tej pielęgniarki nie uczyli. Poszła wtedy na wagary.


MłodaPielęgniarka: Boże! Co ja zrobię?! Przecież nie ma prawa rosnąć! W takim tempie! I to dożylnie. Jezus Maria.


Strach i przerażenie w oczach. O dziwo, nie w moich tylko jej.


Podaje mi termometr.


MłodaPielęgniarka: zmierz jeszcze raz!


No to mierze, mierze, nie idź do światła, mierze, mierze...


Wchodzi. Zgarnia termometr. Ręce jej się trzęsą.


MłodaPielęgniarka: 38,2... SPADA! Źle se wcześniej termometr strzepnęłam!


A myślałam, że to faceci tylko mogą sobie źle strzepnąć.


Z kroplówkami też było ciekawie. Odpinali mnie jak chciałam siku, podpinali jak wracałam.


I tak wróciłam, pielęgniarka podłączyła. Leże sobie, książkę czytam.


Hm... ale dlaczego moja rurka do kroplówki jest czerwona?


DINGDONGDINGDONGDINGDONG tym pstrykaczem przy łóżku.


Wchodzi MłodaPielęgniarka. Nie wróży to dobrze.


MłodaPielęgniarka: o co chodzi?


M: czemu krew leci do kroplówki?!


MłodaPielęgniarka: oj


Właśnie takiej odpowiedzi po personelu medycznym się spodziewałam.


M: no oj, ale czemu?!


MłodaPielęgniarka: cofka się zrobiła


Dowcipnisia.


Pani wybaczy, ale ja cofek na kilka najbliższych lat to ja mam dość!


MłodaPielęgniarka: taką kolorową rurkę teraz będziesz miała :)


Poczarowała i zassało jak trzeba.


Po 3 dniach w szpitalu stwierdziłam, że albo mam omamy, przywidzenia, źle z głową, albo ktoś mnie non stop śledzi.


Śledzi w drodze do łazienki.


Co ja do łazienki, to za mną pielęgniarka.


Nawet porządnego PLUM się wstydziłam zrobić!


Po kilku dniach wszystko stało się jasne.


Jestem chuda. Na oddział trafiłam na skutek silnych wymiotów.


Więc nie chodzę do wc na siku! Tylko na pawika.


ANOREKTYCZKA


Rozmowa z rodzicami, wchodzi szycha, czyli ODDZIAŁOWA.


Na nic tłumaczenia, że jem, że wszyscy w rodzinie tacy szczupli, że przecież grypę żołądkową miałam.


ANOREKTYCZKA I KŁAMCZUCHA!


Przecież każda tak mówi! A ja jestem oczywiście KAŻDA.


Zaczynam się śmiać pod nosem. Moją głupią przypadłością jest, że jak się denerwuję to się śmieję.


ANOREKTYCZKA KŁAMCZUCHA I NA DODATEK BEZCZELNA!


Ranek. Znacie to uczucie, kiedy czujecie, że ktoś się na was gapi? No więc poczułam, przez sen.


Dla bezpieczeństwa zawsze otwieram jedno oko.


Pielęgniarka. Przy łóżku. Moim. Przy mojej szafce. OTWARTEJ!


Grzebie sobie na legalu.


M: <ze stoickim spokojem> co pani robi?


Grzebiąca: oj, to pani nie śpi?


Teraz to pani...


M: jak widać...


Grzebiąca: <uśmiech nr 5 :D>


M: ?


Grzebiąca: a bo nie chciałam pani buuudzziiiććć....


M: wyszło pani


Grzebiąca: a bo ja widziałam, że pani ma takie gazety, a nam się w dyżurce nuudziii, to byśmy se poczytały. ODDAMY!


M: trzeba było obudzić i zapytać


Grzebiąca: ale ja nie chciałam budzić!


M: czyli mi się śni, że rozmawiamy? BO ŚPIĘ?!


Grzebiąca: ale mogę? ODDAMY!


Nadszedł dzień zemsty.


Dzieciaki wróciły po przerwie świątecznej na oddział. Było już do kogo zagadać.
Wpadam po coś do swojego pokoju. Stoi pielęgniarka. Z wykresem.


Pielęgniarka: STOLEC BYŁ?!


M: <poznałam chłopaków na oddziale, więc rozkojarzona rzucam> co było?


Pielęgniarka mocno wkurzona, że nie zrozumiałam jakże branżowego, specjalistycznego określenia STOLEC. Zniża się do poziomu zwykłego śmiertelnika i pyta:


Pielęgniarka: czy KUPA była?!


Stolec i kupa to to samo, a z ust pielęgniarki jakoś pachnie to inaczej. Stolec gloryfikowała, kupę zniżyła do poziomu rynsztoku.


I stoi pielęgniarka. Z wykresikiem moich stolców. Kropka- był, kreska-nie było.
Nadszedł dzień zemsty. To moja chwila prawdy!


M: nie było, ale nie powiedział jeszcze w tej kwestii dzisiaj ostatniego słowa!


Pielęgniarce poszła para z uszu. KROPKA CZY KRESKA?! Co ona ma tam narysować?! Jak o tej porze mam czelność stwierdzić, że może jeszcze będzie? 

Pytania o stolec umilkły. Śledzenie również. 


Może to dzięki gazetom się wkupiłam?


A Wy? Macie jakieś szpitalne anegdotki?


Całusy,
M.




Ps. Każdy komentarz jest dla mnie bardzo cenny. Wiem wtedy, że nie piszę tego tylko dla siebie i dla ewentualnie moich dwóch kotów :)