28 kwietnia 2014

Co kupiłam w Rossmannie z okazji -49%

Ojjj, chyba każda z nas ma za sobą zakupy w Rossmannie. Obniżka cen o -49% była dla mnie okazją, aby wypróbować kosmetyki z wyższej półki. 

Oto, na co zdecydowałam się podczas przeceny obejmującej pudry, podkłady i róże


Obecnie produkty czekają na testowanie, bo przed ich użyciem chcę "wykończyć" to z czego korzystam w tej chwili. Oczywiście, zanim zdecydowałam się na powyższe produkty, prześledziłam cały Wizaż :D 

Byłam w szoku, gdy weszłam do Rossmanna i przy szafach świeciło pustkami. Mogłam przebierać, wybierać a nawet ponudzić wizażystkę z Max Factor.

Inaczej jednak było dzisiaj. Jak wiecie, od dzisiaj -49% na tusze do rzęs, eyelinery, kredki. Poszłam po ulubiony żółty tusz z Lovely, jednak już po 15.00 nie dostałam go w moim Rossmannie. Mimo wszystko, nie żałuję aż tak bardzo, bo jego cena bez promocji i tak jest niska a i jeszcze mi go troszkę zostało. Skusiłam się na Max Factor Masterpiece Max (29,06 zł), a dla mojej mamy wzięłam jej ulubione 2000 Calorie (15,29 zł) 


Mam wrażenie, że Rossmann podniósł sobie ceny przed promocją o kilka złotych, jednak i tak uważam, że promocja bardzo się opłacała.

Na kolejną promocję kolorówki raczej się nie wybieram, bo mam spore zapasy lakierów (poza tym i tak z podkulonym ogonem wracam zawsze do Essie, którego w Rossmannie nie ma), szminek i błyszczyków nie używam.

Wiem też, że zaczęła się dzisiaj promocja w Naturze na całą kolorówkę -40%. Możecie polecić jakieś fajne produkty z Essence, bo słyszałam wiele dobrego o tej firmie, ale nie miałam okazji niczego używać? 

Kupiłyście coś na promocji? Używacie może któregoś z powyższych produktów i możecie coś na jego temat powiedzieć? :)

13 kwietnia 2014

No stress


Jestem osobą, która bardzo się stresuje. Tworzę w swojej głowie całą serię zdarzeń, które tak naprawdę, nigdy się nie zdarzą. 

Bardzo przeszkadzało mi to na studiach. Nie dość, że sama obawiałam się egzaminu ustnego to dochodziła do tego oczywiście zbiorowa panika reszty studentów. Sytuacje stresowe powodują u mnie szybkie bicie serca, suchość w ustach, zimne ręce. Niestety, dochodzą do tego również sensacje żołądkowe. 

Wszyscy radzili mi, że muszę znaleźć jakiś sposób na pokonanie tego strachu. Mi pomaga kawa, mówili jedni. Wyobraź sobie, że wykładowca ma bardzo kiepskie życie seksualne, radzili inni. Miej wyje**ne, a będzie ci dane.

Problem w tym, że nie umiałam znaleźć złotego środka. Albo wchodziłam za bardzo wyluzowana na egzamin, albo za bardzo zestresowana. A moją bardzo głupią przypadłością jest, że w sytuacji bardzo mnie stresującej... śmieje się. Wykładowcy więc brali mnie za idiotkę, która ich olewa ciepłym moczem. I co z tego, że umiałam, jak moje podejście do egzaminu było delikatnie mówiąc, niestosowne. 

Obecnie nie studiuję, ale mam ochotę wznowić naukę od października. Poza tym, warto chyba zawsze być przygotowanym do opanowania stresu. Dlatego też, gdy wypatrzyłam No stress, bez wahania kupiłam i wgrałam do czytnika. 

Autor tłumaczy nam, czym jest stres, jak się objawia, jak sobie z nim radzić. Odpowiada też na najważniejsze moim zdaniem pytanie, czy ze stresem trzeba walczyć?

Oto, co wydało mi się najważniejsze w tej publikacji:

  • stres w niektórych sytuacjach, jest potrzebny, aby uchronić twoje życie przed zagrożeniem- uwierzcie mi, warto się mocno zestresować, gdy trzeba będzie uciekać przed lwem w dżungli. Stres w chwili zagrożenia przygotowuje ciało do natychmiastowej reakcji
  • uczyń stres swoim sprzymierzeńcem
  • stres istnieje dlatego, że nie kończymy tego, co zaczęliśmy
  • w obecnych czasach stresujemy się bardziej, ponieważ na każdym kroku jesteśmy bombardowani informacji, które w mediach przeważnie są negatywne
  • stres może być objawem niezadowolenia z siebie
  • to, jak inni cię postrzegają, zależy od tego, jak ty postrzegasz siebie- wszyscy unikamy marud, prawda?
  • ludzie, jakich spotykasz, są odbiciem twojej osoby- ponoć jesteśmy sumą 5 osób, z którymi najczęściej się widujemy. To, z jakimi osobami przebywasz na co dzień, ma znaczny wpływ na twój sposób postrzegania rzeczywistości. Jakie twoje otoczenie, taka twoja osobowość
  • stres to reakcja na trudne do spełnienia zadania bądź oczekiwania
  • musisz nauczyć się zarządzać własnymi myślami i czynami
  • pozytywna strona stresu: wzbudza odwagę i emocje. Może uratować ci życie. Stres determinuje działanie
  • jeżeli uważasz, że coś jest trudne i stresujące to dlatego, że w którymś etapie życia wyrobiłeś sobie takie podejście
  • myśli wpływają na ciało, ciało wpływa na myśli. Wyobraźnia wpływa na zachowanie ciała
  • afirmacja i wizualizacja to techniki, które pomogą zmniejszyć stres i pomogą osiągnąć cele
  • nie warto walczyć ze stresem, gdy już jest w ciele
  • twoje podejście do sytuacji wpłynie na to, jak szybko się z nią uporasz
  • umysł zestresowany wyolbrzymia i generalizuje
  • narastające problemy tworzą następne- efekt kuli śnieżnej lub efekt motyla
  • tylko 8% twoich zmartwień jest uzasadnionych!
  • skup się na chwili obecnej, bo życie można spotkać tylko w chwili obecnej
  • koncentruj się na pozytywach, a dostrzeżesz w swoim życiu jeszcze więcej pozytywnych chwil
  • jeżeli pokonasz sytuacje stresową w zarodku, staniesz się silniejszy na resztę swojego życia
  • ucieczka i zapomnienie nie rozwiążą problemu

Metody radzenia sobie ze stresem:

  • planuj sytuacje stresowe: zastanów się planując swój kolejny dzień, czy czeka na ciebie sytuacja stresowa. Jak możesz się do niej przygotować? Wyobraź sobie, jak bez problemu radzisz sobie z tą sytuacją
  • w czasie niespodziewanej sytuacji, odwróć od niej uwagę, złap oddech i wróć do niej już na innym poziomie emocji
  • afirmacja- niech sugestia zadziała na twoją podświadomość. To, jak będziesz na siebie spoglądać w wyobraźni, w rezultacie stanie się rzeczywistością
  • słuchaj ulubionej muzyki, czytaj ulubione książki, weź relaksującą kąpiel
  • uśmiechaj się i medytuj, a myśli traktuj jak przepływające obłoki
  • ćwicz! Ćwiczenia minimum 3 razy w tygodniu po 30 min. redukują stres o połowę
  • spaceruj, ćwicz jogę i naucz się prawidłowo oddychać
  • zmień pozycję ciała- wyprostuj się

  • zafunduj sobie raz na jakiś czas profesjonalny masaż
  • odżywiaj się lepiej- witaminy z grupy B i B12 wypływają na nastrój i odgrywają rolę w zwalczaniu stresu i depresji. Nie zapomnij o witaminie C, magnezie i cynku. Pij wodę! Pamiętaj, że niektóre produkty żywnościowe sprawiają, że stres się nasila. Kofeina, napoje gazowane, cukier, fastfoody, sztuczne słodziki powinny zniknąć z twojego menu
  • śpij nie mniej niż 7h i nie więcej niż 8h
  • bądź wdzięczny każdego dnia, nadaj znaczenia rzeczom małym i nieistotnym. Rozmyślaj w łóżku o przyjemności, jaka spotkała cię za dnia
  • naucz się mówić nie
  • możesz pozwolić sobie na płacz
  • nie odkładaj na później i najpierw wykonuj najtrudniejsze czynności. Koncentruj działanie na 1 rzeczy
  • pomagaj innym
  • musisz mieć zajęcie i pasje!
  • opanuj techniki relaksacyjne- przenoś się myślami w cudowne miejsca
  • nie martw się na zapas i bądź optymistą, zaakceptuj siebie
Sytuacje stresowe to twój najlepszy przyjaciel i nauczyciel. To okazja do wzrostu i rozwoju!

Masz jedno życie, stwórz go więc takim, jakim chcesz, żeby było.

W ramach nie zapomnienia, czym jest język angielski oglądam też dużo filmów z konferencji TED. Specjalnie nawet zainstalowałam ich aplikację. Oto najlepsze dotyczące stresu i akceptacji siebie, jakie Wam polecę


How to make stress your friend




Want to be happy? Be grateful



The habits of happiness





Polecacie jakieś sposoby, jak zaprzyjaźnić się ze stresem i uczynić z niego pożytek?

3 kwietnia 2014

Jak dbam o rzęsy


W swoi zabiegach kosmetycznych zawsze pomijałam rzęsy. Wychodziłam z założenia, że im raczej nie da się zrobić dobrye ani dogodzić. Jednak pewnego dnia przechadzając się po Super Pharm natknęłam się na promocję L'Biotica- regenerujący krem do rzęs i jak to kobieta, skusiłam się i kupiłam. 

Dlaczego chciałam upiększyć swoje rzęsy, czyli w czym problem?

Moje rzęsy były bardzo rzadkie, zwłaszcza dolne. Oczekiwałam od produktu, aby zagęścił je, ponieważ zwłaszcza na lewym oku miałam baaaaardzooo dużą przerwę pomiędzy jedną a drugą gromadką rzęs. 

Krem stosowałam na noc. Nie powodował on u mnie żadnego podrażnienia oczu. Krem znajduje się w tubce i dla mnie był bardzo wygodny w użyciu, ponieważ pozwalał na dokładne nałożenie produktu tam, gdzie wyrastają rzęsy. Nie żałowałam go sobie i aplikowałam go dużo. W żadnym wypadku krem nie nadaje się do użycia, jako baza pod tusz w trakcie dnia.  Stosowałam go około 3 tygodni mniej lub bardziej regularnie :) Minusem stosowania go na noc jest fakt, że wycieramy go w poduszkę...

Efekty?

Ku mojemu zaskoczeniu ten produkt naprawdę zadziałał! I zrobił dokładnie to, czego chciałam. Zagęścił moje rzęsy zwłaszcza na dolnych powiekach. Dodatkowo zauważyłam, że rzęsy mniej wypadają. Polecam!


Oczywiście, było mi mało, dlatego kilka tygodni temu skusiłam się na kolejny produkt firmy L'Biotica. Tymczasem padło na aktywne serum do rzęs. Tak... znowu promocja w Super Pharm. Stwierdziłam, że skoro kosztuje kilka złotych więcej od swojego poprzednika to na bank będzie robił jeszcze większe wow z rzęsami.

Serum zaleca się nakładać jako bazę pod tusz. Jednak- przezorny ubezpieczony, dlatego pierwszego użycia dokonałam przed snem. Myślałam, że w opakowaniu ponownie znajdę tubkę z kremem/ żelem, jednak w środku znalazłam coś a'la mały tusz do rzęs o białej barwie. Szczoteczka jest gumowa i bardzo fajnie rozdziela rzęsy. Jednak ta forma nakładania produktu jakoś mnie nie przekonuje. Zależy mi, aby produkt można nałożyć bezpośrednio w miejscu, gdzie wyrastają. Serum ma pobudzać rzęsy do wzrostu, nie wiem, jak ma to robić, gdy nałożę je na już wyrośniętą rzęsę, gdzieś od jej połowy :P 

Dlaczego nie polecam stosowania, jako bazy pod tusz?

Po nałożeniu serum na rzęsy z moich oczu popłynęła Niagara łez! Myślałam, że nigdy nie przestanę "płakać" i o mały włos, a rozpłakałabym się, że płaczę :D Leżałam z chusteczką w dłoni i non stop ocierałam łzy. Oczywiście, piekło przy okazji jak cholera. Dlatego nie wyobrażam sobie, aby serum miało być bazą pod tusz. Nie zaprzestałam jednak stosowania serum, czego efektem było dosłownie... NIC, ZERO. Z czystym sumieniem- nie polecam

Nie zrażona, poszukiwałam nadal czegoś z niskiej półki cenowej, co poprawi kondycję rzęs, ponieważ zaczęłam regularnie malować rzęsy tuszem. Chciałam dla nich czegoś regenerującego. Podczas wizyty w Hebe zaopatrzyłam się więc w serum do rzęs z olejkiem arganowym 5w1 Eveline. Oczywiście promocja, ale i nowość.


Czy Wy też macie wrażenie, że obecnie każdy kosmetyk posiada w swoim składzie OLEJEK ARGANOWY? Boje się, że wkrótce na półce w sklepie zobaczę Domestos z olejkiem arganowym! Wracając do Eveline. Do tej firmy podchodzę z rezerwą, gdyż jedne produkty mają bardzo dobre, a inne bardzo o tyłek rozbić. Powiecie mi, że tak jest z każdą firmą, ale to chyba jedyna firma, która oferuje produkty wszystko robiące i do wszystkiego. Chyba w swojej ofercie posiadają produkty do każdej części ciała. Poza tym, jest to produkt 5w1, czyli według mnie takie robiące wszystko i nic. I jeszcze ten olejek, który dodają już do wszystkiego. Czy to naprawdę może zadziałać?

Na jakie efekty możecie liczyć?

Ponownie w opakowaniu czeka na Was szczoteczka taka, jak w tuszu do rzęs. Produkt po nałożeniu jest biały po czym po chwili staje się niewidoczny. Ja używam go na noc, bo przed wyjściem z domu nie mam czasu na zabawę: zalotka-baza-tusz. Produkt nie podrażnia, jest bezzapachowy. Szczoteczka jednak według mnie gorsza niż w produkcie L'Biotica. Nie rozdziela tak ładnie rzęs, co podczas stosowania, jako baza, może okazać się bardzo pomocne. 
Stosuję odżywkę dopiero 2 tygodnie, jednak efekty działania już są bardzo widoczne. Przede wszystkim rzęsy są... odżywione! Tak, to dobre słowo. Zrobiły się lśniące, a ich kolor stał się wyraźnie czarny. Może to zabrzmi śmiesznie, ale rzęsy nabrały wyrazu :) Zobaczymy, co stanie się po dłuższym czasie stosowania. Trochę boję się odstawienia, bo chyba wiecie, co dzieje się z paznokciami po odstawieniu odżywki tejże firmy :)

Dlaczego nie inwestuję w droższe odżywki? Bo wygląd rzęs nie jest dla mnie aż tak ważny. Zależy mi, aby były gęstsze i nie wypadały. Długość zawsze można "zrobić" tuszem do rzęs. 

Co sądzicie? Może kompletnie się ze mną nie zgadzacie w opinii do któregoś z produktów?

1 marca 2014

Obejrzane w lutym


Luty był miesiącem nadrabiania zaległości filmowych. Nareszcie obejrzałam filmy, które już od dawna planowałam zobaczyć oraz nowości, które wszyscy polecają. Dlatego dzisiaj, słów kilka o...


12 YEARS A SLAVE, czyli po naszemu ZNIEWOLONY. Nie wiem, jak Wy, ale ja bardzo interesuje się takimi tematami jak wojny i niewolnictwo, dlatego uwielbiam filmy o tym, jak to ludzie ludziom zgotowali ten los. 
Główny bohater Solomon żyje sobie spokojnie do czasu, gdy zostaje podstępem porwany, aby następnie zostać zlicytowanym jak zwierze, do pracy w niewoli. Nic nie pomagają tłumaczenia, że jest wolnym człowiekiem i ma na to papiery <jakkolwiek dziwnie to brzmi w naszych czasach>. Nikogo to jednak nie obchodzi, bo przecież został kupiony więc stał się własnością. Przez 12 lat jest niewolnikiem- za nieposłuszeństwo jest biczowany, wykonuje każdą pracę w gospodarstwie a co najgorsze, musi bezczynnie patrzeć na to, w jaki sposób traktowani są towarzysze jego niedoli. Warto również zwrócić uwagę na postać murzynki Patsey, która na plantacji bawełny pracuje najlepiej, przez co jest ulubienicą w złym tego słowa znaczeniu jej białego właściciela <świadczy dla niego usługi seksualne, oczywiście pod przymusem>. Mimo ostrego traktowania, momentami nasz główny bohater mocno sobie pogrywa i za dużo sobie pozwala i nie wiedzieć czemu nie spotyka go za to tak surowa kara, jak innych. Po 12 latach udaje mu się uwolnić z niewoli za sprawą jedynego białego w filmie Samuela Bass'a <w tej roli Bradd Pitt>, który jest przeciwny niewolnictwu. Jak dokładnie do tego doszło? Obejrzyjcie!


KAMERDYNER. Cecil będąc małym chłopcem, pracuje wraz ze swoimi rodzicami na plantacji bawełny. Matka wykorzystywana jest seksualnie, ojciec zostaje zabity, gdy próbuje się temu sprzeciwić. Wtedy chłopiec zostaje przygarnięty, jako służący w domu. Gdy ma 15 lat opuszcza posiadłość. W pewnym momencie jego życia los sprawia, że zostaje kamerdynerem w Białym Domu i pracuje tam przez trzy dekady. Popada w konflikt z własnym synem, który aktywnie przeciwdziała rasizmowi i zarzuca swojemu ojcu, że służy białym i jest biernym i ślepym sługą. Mimo tych zarzutów, Cecil robi więcej, niż jego synowi się wydaje. Między innymi to dzięki niemu Murzyni pracujący jako służba dostają podwyżkę- wcześniej biała część służby otrzymywała większe pensje za wykonywanie takiej samej pracy. Widzimy wzmagający się konflikt rasowy, zabójstwo Kennedy'ego, wystąpienia i zabójstwo Martina Luthera Kinga, sprzeciw Amerykanów wobec wojny w Wietnamie. To również historia rodziny- pretensje żony, że Cecil więcej czasu spędza w pracy niż w domu, sprzeciwy synów- starszy przez swoją działalność antyrasistowską nie studiuje i często jest aresztowany, a młodszy postanawia służyć w Wietnamie, gdzie ginie. Czy rodzina uniknie ostatecznego rozpadu?


ZŁODZIEJKA KSIĄŻEK. Liesel trafia do rodziny zastępczej w Niemczech podczas II wojny światowej. Na początku traktowana jest przez matkę zastępczą Rosę, jako źródło zasiłku. Z nowym ojcem od samego początku rozumie się bez słów. Dziewczynka pierwszą książkę kradnie na cmentarzu podczas pogrzebu swojego młodszego braciszka. Dziewczynka nie umie czytać, dlatego uczy ją tego ojciec zastępczy- Hans. Okazuje się, że pierwszą książką, jaką przyjdzie jej w życiu przeczytać jest... podręcznik grabarza. Liesel szybko zaprzyjaźnia się chłopcem z sąsiedztwa- Rudy'm. Kolejną książkę kradnie ze stosu książek palonych przez Niemców. Pewnego dnia pod dach rodziny zastępczej trafia Max, który jest Żydem. Lata temu Hans został uratowany przez jego ojca i wtedy Hans przysiągł, że pomoże rodzinie Maxa wtedy, kiedy znajdzie się w potrzebie. Max ukrywany jest w piwnicy, gdzie ciężko zachoruje. Czy wyzdrowieje i czy znajdą go Niemcy? Czy Rosa chociaż trochę "zmięknie" w relacjach z innymi? Dlaczego Hans pójdzie na wojnę? Pytanie, jakie sobie zadałam po obejrzeniu filmu to, czy film miał być o dzielnej dziewczynce, czy o pokazaniu życia "zwykłego Niemca" podczas wojny? Czy to jakaś próba usprawiedliwienia, że nie wszyscy zgadzali się na tę wojnę? Że zwykli, niewinni Niemcy ginęli?


JUNO. O ile sama historia wpadki wydaje się oklepana o tyle film zaliczam do kategorii "jeszcze nie raz obejrzę". Teksty głównej bohaterki są genialne, laska z niczym się "nie cacka" i nazywa rzeczy po imieniu. Wpada ze swoim kumplem z klasy i postanawia dokonać planowanej adopcji ze wskazaniem rodziców, których znajduje w gazecie. Oczywiście Juno przechodzi przez myśl również aborcja, co wypada jej z głowy podczas dziwnej delikatnie mówiąc wizyty w ośrodku. Mimo tematyki, film nie poucza i nie moralizuje. Wskazuje nie tylko na problem wpadki u nastolatki, ale i na problem, który dotyka wielu małżeństw- po pierwsze nie mogą mieć dzieci, a po drugie... jedno z nich niekoniecznie tego dziecka by w ogóle chciało.


SIERPIEŃ W HRABSTWIE OSAGE. Stypa. Według głównej bohaterki Violet <Meryl Streep> to najlepszy moment, aby wszystkim wygarnąć prawdę prosto w twarz. Jej mąż popełnia samobójstwo, córka najbardziej marnotrawna przyjeżdżają do domu wspomóc matkę w tych najcięższych dla niej chwilach. Violet ciągle jest na prochach, a my w napięciu czekamy, jakiegoż to kolejnego asa z rękawa ktoś wyciągnie przy rodzinnym stole. Na prawdzie najbardziej ucierpi jedna z sióstr- Ivy. Na rodzinnym zjeździe chce przyznać się, że tworzy związek ze swoim kuzynem, jednak dowiaduje się, że w rzeczywistości kuzyn jest... jej bratem. Barbara <Julia Roberts> podczas pobytu dowie się, że jest tak samo zimną suką, jak jej matka, a mąż, który ją zdradził, raczej do niej nie wróci. To również historia o tym, jak nasze dzieciństwo mocno odbija się na życiu dorosłym. Violet ciągle swoje zachowanie usprawiedliwia beznadziejnymi relacjami z matką, która na każdym kroku wyśmiewała ją i traktowała jak popychadło. Wzajemne pretensje, tajemnice i prawda, która nikogo nie wyzwala. Genialna rola Meryl Streep. 


SEKRETNE ŻYCIE WALTERA MITTY. Walter < w tej roli Ben Stiller, który jest również reżyserem!> od 12 lat pracuje dla magazynu Life, które zostaje sprzedane. Podkochuje się w Cheryl, która pomaga mu w rozwiązaniu zagadki zaginionego zdjęcia, które miało znaleźć się na okładce ostatniego numeru magazynu. 
Wyobraźnie sobie taką sytuację: macie profil na portalu randkowym. Dzwonicie do tego portalu z problemem, że nie działa wam pewna funkcja, a w odpowiedzi od konsultanta słyszycie, że wasz profil jest... nieciekawy i nikt się wami nie zainteresuje. Taki problem ma właśnie Mitty. Czy przeżył coś ciekawego? Nie. Czy był w ciekawym miejscu? Nie. Zrobił coś szalonego? Nie. Jedyne ciekawe rzeczy sobie wkręca i odpływa w znaną tylko sobie rzeczywistość, aby je "przeżyć". Zdjęcie, które w rzeczywistości było tuż na wyciągnięcie ręki staje się impulsem do podróży życia i zrobienia CZEGOŚ w realu. Mitty opuszcza swoją bezpieczną strefę, za co zostaje sowicie wynagrodzony. 
Dlaczego nie chciałam na początku obejrzeć tego filmu? Już w chwili, gdy w kinie zobaczyłam zwiastun a w roli głównej zobaczyłam... Stillera! Aktora od najgłupszych ról w amerykańskich komedyjkach. Ciekawe, że nie mam takich uprzedzeń przy nazwisku Jim'a Carrey'a? Mimo tego, że lektor opowiadał mi o pięknej historii, pięknych widokach, ja ciągle miałam przed oczami tego Stillera! Stwierdziłam, że film na pewno będzie miał w sobie coś głupiego, skoro on w nim gra. Uprzedzonych tak jak ja uspokajam. Stiller spisał się na medal! Aż go cholera polubiłam! Jest tak cholernie poważny i dobry, że serio, ale szacun! 
Po filmie dopadły mnie refleksje- dużo filmów powstaje o tym, jak to fajnie porzucić swoje dotychczasowe życie i odbyć podróż, aby odkryć siebie. Filmy przeważnie pokazują, jakie to jest super i jak bardzo to się człowiekowi opłaca. Znacie inne zakończenie takich filmów? No... może Into the Wild nie kończy się happy endem, ale tylko przez głupotę głównego bohatera, o której dowiedziałam się z książki. Jak znacie, podrzucajcie tytuły!


IMAGINE. Aż dziwne, że w produkcji maczali palce Polacy. Piękne krajobrazy, piękni aktorzy, a historia? Ian jest niewidomy. Trafia do szkoły "radzenia sobie z życiem" dla niewidomych. Chce nauczyć tam dzieci, jak można radzić sobie bez laski i uchodzić za człowieka, który widzi. Oczywiście, jego metody nie spotykają się z akceptacją zarządu szkoły, bo są zbyt innowacyjne i narażają dzieci na niebezpieczeństwo. Tylko dwie osoby chcą poruszać się z taką płynnością, jak on. Ian stara się, aby ludzie docenili moc słuchu i wyobraźni. Piękny i taki inny, za to mi się podobał!

Podrzucajcie, co polecacie! Z chęcią zobaczę!
A może widzieliście coś z powyższych i macie całkiem odmienne zdanie? 

24 lutego 2014

Lekcje Madame Chic- recenzja


Jak wiecie, staram się czytać wiele poradników: czy to dotyczących zmiany postępowania, zmiany myślenia czy też, tak jak w tym przypadku zmiany WSZYSTKIEGO PO TROCHU. Według mnie, wszystkie dziedziny naszego życia są ze sobą mniej lub bardziej powiązane, dlatego nawet dowiadując się, jak się malować czy też jak jeść, wpływamy na jakieś szersze aspekty naszego życia.

Poradnik został napisany przez kobietę, która będąc na studiach, wyjechała z Kalifornii do Paryża. Opowiada czytelnikowi, jak zaskoczyło ją życie bez pośpiechu, celebrowanie każdej czynności i spokój, jaki cechuje Paryżan.

Poradnik podzielony jest na kilka części. Przybliżę Wam, o czym każdy z nich traktuje i co radzi nam autorka. 

DIETA I AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA
  • podjadaj, ale zdrowo- owoc, jogurt, zupa
  • nie podjadaj przed snem- chyba, że lubisz kręcić się z boku na bok i nie spać
  • nie kupuj "śmieciowego" żarcia
  • jedz kulturalnie i z szacunkiem dla samego siebie- jednym słowem, nie zachowuj się jak świnka przy korycie, albo jak świnka, która nie dopchała się do korytka (afe!)
  • nie jedz w biegu
  • jesz z głodu, nudy czy pragnienia?
  • czerp z jedzenia przyjemność
  • zadbaj o piękne podanie- o wiele przyjemniej się je, gdy jedzenie pięknie wygląda
  • chodź! Wybieraj schody, a nie windę, poznaj swoją okolicę na piechotę- o tak! Od siebie dodam, że chodzenie po schodach walczy z cellulitem i ujędrnia pośladki
  • rutynę sprzątania zamień w fitness- ja rutynę odkurzania zamieniam w koncerty, mycie naczyń w... też koncerty, mycie łazienki działa na mnie kojąco, gdy jestem mocno wkurzona, zrobienie prania wymusza na mnie wyjście z domu, by je powiesić, sprzątanie we własnym pokoju skłania do drobnych przeróbek czy też przemeblowań
STYL I URODA
  • czy ubrania dają ci szczęście?
  • jakiej jakości kupujesz ubrania? Z tym jest u mnie niestety kiepsko- danego sezonu wolę kupić kilka tańszych bluzek niż 1 droższą i porządniejszą, bo wiem, że moda i trendy się zmieniają, dlatego nie będę miała żalu nie zakładać bluzki za 20 zł niż za 80 zł. Poza tym większe sumy przeznaczam na buty, płaszcze i torebki. One już mają mi służyć latami, dlatego tutaj przywiązuję większą uwagę do składu materiału
  • czemu mimo wszystko, nie masz w co się ubrać? Kupujesz kolejną bluzkę z premedytacją wiedząc, że do niczego ci nie pasuje? 
  • uwolnij swoją szafę od niepasujących i rzadko używanych ubrań, kiepskiej jakości- ja takie porządki w szafie robię nawet 3 razy w roku. Cały czas szukam swojego stylu, dlatego w mojej szafie ciągle można znaleźć coś, co miałam na sobie 1 raz, co okazuje się jednak nie pasować DO MNIE
  • zadaj swojej garderobie pytania kontrolne: czy nadal to lubię, czy w ogóle to noszę, czy to na mnie pasuje i wyglądam w tym korzystnie, czy to nadal odzwierciedla to, kim jestem?- ja skracam listę tych pytań do 1: noszę?
  • garderoba niechaj odzwierciedla twój styl życia
  • koniecznym jest, aby móc zestawić każdy element garderoby z jakimś innym,
  • nie odkładaj najlepszych ubrań "na później"- wiele Polek oszczędza ubrania mówiąc, że nie założą TEJ sukienki, bo ona jest tylko na specjale okazje. A dlaczego nie? Cholera, nie wiadomo, ile czasu spędzimy na tej ziemi! Dlaczego nie wyglądać zajebiście już teraz? Moja mama mówi: uważaj, żeby ta sukienka ciebie nie przeżyła!
  • inwestuj w jakość
  • znajdź swój prawdziwy styl
  • musisz wiedzieć, w jakich kolorach ci do twarzy- mnie mama zawsze wmawiała kolor niebieski, bo taki mam kolor oczu i czerwony, bo jestem brunetką. NIENAWIDZĘ TYCH KOLORÓW! WYGLĄDAM W NICH BEZNADZIEJNIE!
  • opisz swój styl dwoma słowami- u mnie te słowa to niestety- MISZ MASZ
  • co chcesz przekazać swoim wyglądem?- ja chcę przekazać LEPIEJ ZE MNĄ NIE ZADZIERAĆ, co nie znaczy, że nosze glany, ćwieki i mam tunele w uszach. Miałam ciekawą historię w liceum. Słuchałam takich kapel jak Nirvana, Pearl Jam a jak powiedziałam o tym klasowym METALOM to zrobiły na mnie wielkie oczy i zapytały z przerażeniem to dlaczego nie nosisz glanów?! Dlaczego nie ubierasz się na czarno?!
  • no- make up look- niby mamy makijaż, ale nie mamy. Według mnie, makijaż powinien podkreślić nasze piękno, wyeksponować je, a nie ZROBIĆ. Ale o tym poświęcę chyba szerszy wpis
  • podkreślone oczy i kreska- tajemniczość
  • podkreślone usta- zmysłowość, zuchwałość, kobiecość
  • dopasuj makijaż do stroju
  • różowe policzki to esencja namiętności i romantyzmu- starajcie się nie uzyskać efektu klauna
  • pij dużo wody
  • ogranicz stres
  • zawsze wyglądaj porządnie, nigdy nie wiadomo, na kogo wpadniesz- nie chce ci się umyć głowy, gdy wychodzisz do warzywniaka? A może założysz potargany dresik, gdy wyprowadzasz psa? A co, jeżeli za rogiem czai się twój były chłopak, niezbyt lubiana koleżanka?! Tylko czekają na twoją plamę na koszulce!
  • wyglądaj dobrze sama dla siebie- gdy wyglądamy elegancko to czujemy się elegancko. Aż dziwne, jak ubrania potrafią zmieniać nasze zachowanie
JAK ŻYĆ Z KLASĄ
  • niech przestrzeń, w której żyjesz, będzie piękna
  • nabierz zwyczaju ubierania się elegancko- ja nie potrafiłabym codziennie ubierać się elegancko. Ale elegancko to nie tylko elegancko w sensie elegancko, ale ładnie, czysto, wygodnie i zgodnie z samym sobą
  • to ty powinnaś zdobić szatę, a nie szata ciebie
  • nie klnij!
  • obcuj ze sztukąnie zamykaj się na poznawanie nowych utworów muzycznych, nowych miejsc
  • bądź tajemnicza
  • wystrzegaj się nadmiernej wylewności- mówi się, że czasami łatwiej o swoich problemach opowiedzieć obcym. Ale czy oni chcą tego słuchać? Mądry rzadko się odzywa
  • nie rozdmuchuj problemów- nie rób z igły widły
  • zostaw innym pole do domysłów- ale bez przesady. Nie rzucaj w towarzystwie tekstów typu  nie wiem, kto jest ojcem mojego dziecka...
  • kiedy ktoś obdarza cię komplementem, po prostu podziękuj- i znowu... POLKI! Dlaczego, gdy słyszymy ładna bluzka, zaczynamy się wręcz tłumaczyć, że albo z wyprzedaży, albo wcale nie taka nowa, albo przecież 100 razy ją miałam na sobie. Przyjmijmy komplement na klatę! Boimy się dziękować czy co...
  • jeśli masz się z czego cieszyć to się ciesz i za to nie przepraszaj
  • bądź sobą bez potrzeby zadowalania innych
  • twórz listy zakupów i twórz listy, aby ograniczyć wydatki
  • płać gotówką- bardziej boli, jak ubywa króli z portfela, niż kasy z konta <nikt nie lubi bezkrólewia>. Na konto, aby sprawdzić jego stan, trzeba się zalogować, a portfel wystarczy tylko otworzyć...
  • idź na zakupy tylko po konkretną rzecz- chcesz spodnie? To na Boga, nie kupuj sukienki!
  • ciesz się z tego, co masz
  • poszerzaj swoje horyzonty
  • odbierz telewizorowi status gwiazdy
  • podróżuj
  • weź udział w czymś nowym- na naukę nigdy nie jest za późno
  • uczyń swoje poranki cudownymi i zmysłowymi- ja zaczynam dzień od powitania słońca
  • zrób się bardziej wybredna
  • unikaj ludzi, którzy przechodzą niekończący się trudny okres w swoim życiu- niech nie zatruwają twojego życia. Jak nie wzięli się jeszcze w garść to marna szansa, że to zrobią. A na co tobie kolejnych zmartwień?
Niektóre z rad są tak wydają się banalne, ale bardzo łatwo nam o nich zapomnieć.
Ze swojej strony polecam. Fajnie wydana książka, fajna nawigacja w spisie treści- szybko dojdziecie do tego, co w danej chwili Was interesuje.
A jaką radę Wy chętnie przyswoicie lub wdrożycie w życie? :)

20 lutego 2014

Budujemy dom


Chyba mogę krzyknąć NARESZCIE! Dokładnie rok temu razem z Panem M. zaczęliśmy starania o uzyskanie pozwolenia na budowę naszego domu. Narzekaliśmy na architekta, który odwlekał naniesienie poprawek na projekt chyba przez 8 miesięcy. A teraz? We wtorek kopiemy ogromny dół pod fundamenty! Nie mogę jeszcze w to uwierzyć. Jesteśmy z Panem M. parą już od 7 lat, ale już teraz wiem, że zbliża się największy sprawdzian dla naszego związku. Podejrzewam, że nie jeden raz pokłócimy się o to, gdzie co ma stać, jaki ma być kolor ścian, jakie panele i tak dalej. Chociaż już godzimy się na pewne ustępstwa- ja zgodziłam się na piwnicę, która według mnie jest zbędną graciarnią, a Pan M. zgodził się na to, aby kuchnia była biała w stylu skandynawskim, czyli taka, jaką sobie wymarzyłam. Jedna z łazienek będzie w stylu nowoczesnym- tutaj ukłon dla Pana M., a druga łazienka < a raczej pokój kąpielowy- patrzcie na rzuty piętra :D> będzie urządzona bardzo naturalnie- drewno, zieleń, beż- istna oaza spokoju.

Co prawda Pan M. nie zgodził się na jakże uroczą, piękną wannę na nóżkach- tego chyba nigdy nie przeboleję. Ale za to przeforsowałam, że w sypialni stanie moja toaletka :)

Dlatego kochani- od tej pory spodziewajcie się większej ilości wpisów wnętrzarskich :) 

Dzisiaj nawet zaopatrzyłam się w makulaturę typu Moje mieszkanie i M jak mieszkanie

Mega podjarana zostawiam Was ze zdjęciami :)

Garażyk mamy dwustanowiskowy, zlikwidowaliśmy pokój nr 3, dzięki czemu powiększyliśmy kuchnię, zlikwidowaliśmy pomieszczenie nr 5 aby powiększyć łazienkę- nr 7.


Na górze zlikwidowaliśmy łazienkę nr 7, dzięki czemu powiększyła się... GARDEROBA! :D





14 lutego 2014

Tylko dla kobiet


Książka chodziła za mną od dobrego miesiąca. W promocji wydawnictwa Znak zamówiłam cały karton książek i obiecałam sobie, że nie kupię żadnej książki, dopóki nie przeczytam tych 9 zamówionych. O książce myślałam tak intensywnie, że nie zawahałam się ani chwili, gdy zobaczyłam ją na wystawie za 14,95 złotych (cena regularna 29,90). Kto by się nie skusił?!

Magdalena Samozwaniec- młodsza siostra Marii Pawlikowskiej- Jasnorzewskiej. Jej język jest cięty i mocno sarkastyczny jak na czasy, w których książka została stworzona. Książka to zbiorek opowiadań od kobiety o kobietach (i mężczyznach) i dla kobiet. Czyta się bardzo szybciutko- pochłoniecie ją w 2 godzinki a ubawu przy tym po pachy.

Jeżeli chcecie się dowiedzieć:
  • dlaczego warto zwracać uwagę na strój Waszego chłopaka,
  • jakiej zabawy dostarczają nogi i rajstopy,
  • jak delikatnie acz dosadnie utrzeć nosa koleżance,
  • czym jest dusza zbiorowa a czym indywidualna,
  • dlaczego lepiej przeżegnać się przed jedzeniem,
  • dlaczego nie dopuścić do tego, aby wybranek traktował Was jak własną matkę,
  • czegoś o złośliwości rzeczy martwych,
  • co nieco o stosunku dzieci do rodziców,
  • czym charakteryzuje się histeryczka,
  • czegoś o sztuce odchodzenia,
  • o tym, jak się nie narzucać swoją osobą innym, 
  • o spóźnianiu się, 
  • o nie obnoszeniu się swoim bogactwem,
  • o umiejętności przyjmowania komplementów,
  • o tym, że czasami lepiej się zamknąć dla własnego dobra, a nie paplać bez sensu, 
  • jak rozpuszczać plotki u fryzjera,
  • o nie przechwalaniu się mężusiem w towarzystwie,
  • dlaczego ranę zadaną przed jednego mężczyznę należy leczyć plastrem z kolejnego mężczyzny,
  • jak wybrać męża,
  • ponownie czegoś o zamilknięciu, dla zdrowia własnego i rodziny
  • o zbawiennym wpływie zwierząt na budżet domowy, na przykładzie psów i królików,
  • jak zapamiętywać daty historyczne,
  • dlaczego powinnyśmy zapewniać naszym partnerom zabawki,
  • dlaczego pisanie nie jest pracą według zwykłych śmiertelników,
  • dlaczego kobiety nie powinny się pobrzydzać,
  • o skąpstwie,
  • jak zachować młodość,
  • o teściowych, 
  • dlaczego powinnyśmy o siebie dbać,
  • o handlowaniu, 
  • jak zgrabnie obrzydzić ukochanemu inną kobietę,
  • dlaczego nie wypada mówić tylko o sobie,
  • dlaczego do męża powinno się dopuszczać tylko jego żonatych kolegów,
  • o nie chuchaniu,
  • o tym, jak rajstopy mogą zabić,
  • o tym, jak uprzykrzyć innym życie swoim pedantyzmem,
  • jak nakłonić koleżankę do zmiany zdania- złośliwie acz niewinnie,
  • nie dręczeniu własnymi przypadłościami innych,
  • jak mówić o swoim wieku,
  • jak pić, żeby się nie upić, 
  • o bywaniu ,
  • o tym, kto płaci,
  • ile można dowiedzieć się z wyglądu kobiety na basenie,
  • dlaczego lepiej nie przyzwyczajać męża do komfortu,
  • o wróżeniu z psa jak z ręki,
  • dlaczego lepiej samej zrobić zakupy,
  • o snobizmie, 
  • dlaczego zakupy poprawiają humor,
  • czym różni się łazienka Polaka od łazienki Anglika,
  • jak prowadzić pensjonat,
  • dlaczego lenistwo i nieróbstwo powoduje choroby,
  • o tym, jak winę za własne niepowodzenia zrzucić na wróżkę,
  • czegoś o "a ty mie kochasz czy ty mie już nie kochasz?",
  • prawdziwej historii wygnania z raju.
Gwarantuję Wam, że będziecie pękały ze śmiechu! Aż się boję pomyśleć, co znajduje się w wersji "Tylko dla Panów" :) Książka mimo tego, że pisana w innych realiach społecznych, jest nadal zaskakująco aktualna (no może poza tym, że teraz już chyba nie przywiązujemy takiej wagi do rajstop:) ).

Styl pisarstwa kojarzy mi się trochę z H.Bakułą, na której dwie książki również poluję, bo spodobał mi się bardzo wywiad z tą panią, który usłyszałam kilka dni temu. Strach się przyznać, ale mamy podobne poglądy na życie.


16 stycznia 2014

Rzeczy, rzeczy, rzeczy...


Swego czasu miałam przyjemność (a może i nie) studiować na specjalizacji media i komunikacja społeczna. Weszłam pewnego razu w dyskusję z profesorkiem o szkodliwości mediów społecznościowych na te bezpośrednie relacje międzyludzkie. Stwierdziłam, że wkrótce ludzie będą siadali naprzeciwko siebie by porozmawiać, ale będą to robili za pośrednictwem jakiegoś czatu czy też komunikatora. Będą stukali w klawiaturę tabletu/smartphona/laptopa. Oczy partnera w rozmowie zastąpi monitor czy też kamerka. Profesor powiedział, że gadam bzdury i to nierealne, a Facebook poszerza tylko możliwości kontaktu, a nie zawęża je. Czyżby?

Wchodzę z Panem Narzeczonym do restauracji. Mamy to do siebie, że obydwoje lubimy obserwować ludzi. Czekając na zamówienie zauważamy, jak wiele par takich jak my, siedzi naprzeciwko siebie i każdy stuka coś w swoim mądrym telefonie. Jedni nawet robią zdjęcie partnerowi żeby szybko wrzucić je na fejsa i otagować w jakiej właśnie zajebistej restauracji siedzą. Inni uprawiają food porn. Chłopak i dziewczyna siedzą razem a wydaje się, że są w całkiem dwóch różnych rzeczywistościach. Potem licytują się, kto ile lajków dostał pod zdjęciem z jakże modnej pizzerii. Nie daj Boże, chłopak dostał ich więcej! Wtedy dziewczyna naburmusza się, wieczór z głowy i pytanie kim do cholery jest ta Gośka?!

Dlaczego wolimy taki kontakt? Może wbrew pozorom kontakt poprzez takie media i sprzęty jest bardziej bezpośredni, niż nam się wydaje? Ile razy ugryziemy się w język zanim coś powiemy face to face? O ile prościej jest nam czasami coś napisać niż powiedzieć? Poza tym, pisząc mamy czas na wyważenie i dobranie słów. To, co nam nie przechodzi przez usta z chęcią wyklepujemy na klawiaturze. Przykłady?

Przyjaciółka przechodzi obecnie przez trudny okres relacji ze swoją matką. Ta wypomina jej, że nie ma chłopaka <jakby w wieku 25 lat było to priorytetem w XXI wieku> i strasznie jej o to dosłownie truje dupę. Na nic tłumaczenia mojej kumpeli, że to nie jest dla niej najważniejsze, że nie będzie brała tego, co się nawinie, że ona nie chce na siłę, że dla niej ważniejsze są teraz inne rzeczy, a jak się będzie miała zakochać to zakocha się w swoim czasie. Rodzona oczywiście na to nic i dalej swoje. Co zrobiła moja kumpela? Siedząc w kuchni, obok pokoju, w którym była jej matka, NAPISAŁA JEJ SMS'A, że jej nienawidzi i nie potrafi zrozumieć, dlaczego robi jej ciągle przykrość z tego samego powodu. Pytam koleżanki, czemu jej to napisałaś a nie poszłaś i powiedziałaś? Ona mi na to, że nie odważyłaby się nigdy jej tego powiedzieć prosto w oczy. Napisać było jej prościej. Ja jej na to, że może dlatego zdecydowała się to napisać, bo tak naprawdę tak nie myśli. Ona podsumowała to tym, że już była zmęczona tłumaczeniem, dlatego postanowiła uciąć to w tak radykalny sposób. Obecnie, mieszkając pod jednym dachem, nie rozmawiają ze sobą.

Kolejny przykład jest przykładem, z którego do dzisiaj się śmieję i zastanawiam, jak dziewczyna mogła się zgodzić na wiadomość przekazaną jej w taki sposób, no ale może ja jestem nie dzisiejsza. Otóż. Chłopak i dziewczyna znali się miesiąc. Pewnego wieczoru dziewczyna dostała sms'a od owego chłopaka o treści wyjdziesz za mnie? Na wszelki wypadek odpisała mu, czy jest trzeźwy i czy pisze jej tak na serio? On, że jest całkowicie poważny. Więc dziewczę się zgodziło, oczywiście odpisując sakramentalne tak. I nie piszę Wam tutaj o nastolatkach tylko o dwojgu dorosłych, ponad dwudziestoletnich ludziach. Zapytałam potem tego chłopaka, dlaczego zrobił to w taki sposób. Usłyszałam, że tak było najszybciej... Dziewczyny nigdy nie odważyłam się zapytać o to, dlaczego zgodziła się na taką formę oświadczyn.

Historie zrywania przez sms'a zna chyba każdy. Bo szybciej, bo prościej, bo po co spotykać się z kimś, z kim już spotykać więcej się nie chcesz. Co tam uczucia drugiej osoby, skoro wszyscy tak chętnie ostatnio piszą , o skupieniu się na sobie i na swoich potrzebach. Z każdej strony zachęca się nas do bycia egoistą.

Przyznam się, że i ja czasem nadużywam tych wszystkich gadżetów. Telefon jest moim odtwarzaczem muzyki, mailem, facebookiem, aparatem, wiadomościami, pogodą, grami, gps'em. Czasami z Panem Narzeczonym kłócimy się, kto ma lepszą aplikację pogodynki <oczywiście, że ja, bo moja zawsze słoneczko pokazuje haha>. Głupie to cholernie. 

Często sięgam też po telefon, gdy się denerwuje. Wynika to pewnie z tego, że nie mam co zrobić z rękami i ślepiami, dlatego chwytam telefon i klikam coś bez sensu. Ale żeby wyrażać tak silne uczucia jak miłość czy nienawiść poprzez wiadomość na fejsie czy telefonie? 

Mówi się, że trudno wyciągnąć ludzi zza komputera do realnego życia. Jak już wyjdą, z czego są dumni, zabierają ze sobą telefon, żeby być w kontakcie z innymi. Idą do kina- od razu wpis na Facebook'u- na jaki film, do jakiego kina i oczywiście z kim, bo przecież samemu się nie godzi. Na filmie nie relaksują się, nie wciąga ich fabuła, a w głowie pulsuje im tylko jedna myśl: dał mi ktoś lajka? Wynika to z chęci lansu, pokazania się czy strachu- nie ma mnie na fejsie, nie ma mnie wcale?

Potrafisz się odciąć? Wyciągnąć wtyczkę i wyjść z Matrixa? Żyć w naprawdę realnym świecie?

3 stycznia 2014

"Wilk z Wall Street". Recenzja


Najbardziej oczekiwana premiera ostatnich miesięcy. Do obejrzenia go zachęcają głównie dwa nazwiska- reżysera Scorsese i odtwórcy głównej roli- DiCaprio. 

Jordan Belfort (Leonardo DiCaprio) jest młodziutkim maklerem, który pragnie zawojować giełdy Wall Street. Pech chce, że już na początku swojej kariery ma pod górkę- na giełdzie dochodzi do krachu, który na kartach historii zapisał się jako czarny poniedziałek. Maklerzy masowo tracą pracę. Jordan trafia do podrzędnego biura, które zajmuje się sprzedażą aukcji groszowych śmieciowych spółek. Ich zakup jest bardzo tani, ale i możliwość zarobku dla inwestującego nikła. Co innego dla maklera- dostaje 50% od sprzedanych aukcji. Jordan szybko staje się bożyszczem i cudotwórcą w biurze. Zarabia pierwsze pieniądze, ale jak każdy, kto pragnie sukcesu, chce więcej.

Zakłada własną firmę Stratton Oakmont. Zaczyna podobnie jak Steve Jobs- firma ma siedzibę w byle jakim biurze, a ekipę tworzą zaprzyjaźnieni ludzie. Jordan uczy technik sprzedaży swoich pracowników i tak zaczyna robić prawdziwą kasę. Firma rozrasta się do monstrualnych rozmiarów. Każdy chce w niej pracować. Firma obiecuje wysokie zarobki, ale i zapewnia zabawę na najwyższym poziomie. Po udanych transakcjach w biurze urządzane są istne orgie- seks, ćpanie, prostytutki, które obsłużą każdego. Jest nawet rzucanie karłem do tarczy. 

Wilka apetyt rośnie w miarę jedzenia. Żonę- fryzjerkę wymienia na żonę-modelkę. Drogie jachty, prywatny śmigłowiec, willa, wypasiona bryka. Ma wszystko, ale chce więcej.  Korupcja, naginanie prawa i malwersacje podatkowe- to powoduje, że wokół wilka zaczyna węszyć FBI. Ojciec radzi mu wycofanie się z firmy. Jordan jednak nie oddaje swojego imperium, co przepłaca więzieniem i rozwodem. Na koniec zmuszony jest do donoszenia na swoich współpracowników, aby zmniejszyć wymiary kary. 

Do pewnego momentu film nam się nie dłuży. Następuje to jednak w chwili, gdy sceny seksu, masturbacji i ćpania oglądamy na ekranie co jakieś 3 minuty. Trwa on 3h i już po 2 zerkałam cały czas na zegarek, ile jeszcze będę musiała patrzeć na gołe dupy i szprycowanie się. Nie chodzi o to, że ja jakaś delikatna jestem, co to to nie :P Ale serio, gdyby wyciąć sceny o ćpaniu i dymaniu, to film trwałby może nieco ponad godzinę. No, ale ponoć to są nieodłączne cechy życia na Wall Street (wysłuchacie o tym wykładu na początku filmu z ust Matthew McConaughey'a). W pewnym momencie odniosłam wrażenie, że tak naprawdę film opowiada o tym, co czeka wszystkie żony maklerów :P

Czy warto obejrzeć? Chyba tylko ze względu na rolę DiCaprio. Według mnie, zagrał świetnie. Stworzył postać, która miała kilka swoich wcieleń i wyraźnie odwzorowuje on zmiany, jakie dokonują się w psychice i zachowaniu głównego bohatera. Może Akademia Filmowa przyzna mu nareszcie jego pierwszego Oscara, właśnie za rolę w filmie Wilk z Wall Street.