16 stycznia 2014

Rzeczy, rzeczy, rzeczy...


Swego czasu miałam przyjemność (a może i nie) studiować na specjalizacji media i komunikacja społeczna. Weszłam pewnego razu w dyskusję z profesorkiem o szkodliwości mediów społecznościowych na te bezpośrednie relacje międzyludzkie. Stwierdziłam, że wkrótce ludzie będą siadali naprzeciwko siebie by porozmawiać, ale będą to robili za pośrednictwem jakiegoś czatu czy też komunikatora. Będą stukali w klawiaturę tabletu/smartphona/laptopa. Oczy partnera w rozmowie zastąpi monitor czy też kamerka. Profesor powiedział, że gadam bzdury i to nierealne, a Facebook poszerza tylko możliwości kontaktu, a nie zawęża je. Czyżby?

Wchodzę z Panem Narzeczonym do restauracji. Mamy to do siebie, że obydwoje lubimy obserwować ludzi. Czekając na zamówienie zauważamy, jak wiele par takich jak my, siedzi naprzeciwko siebie i każdy stuka coś w swoim mądrym telefonie. Jedni nawet robią zdjęcie partnerowi żeby szybko wrzucić je na fejsa i otagować w jakiej właśnie zajebistej restauracji siedzą. Inni uprawiają food porn. Chłopak i dziewczyna siedzą razem a wydaje się, że są w całkiem dwóch różnych rzeczywistościach. Potem licytują się, kto ile lajków dostał pod zdjęciem z jakże modnej pizzerii. Nie daj Boże, chłopak dostał ich więcej! Wtedy dziewczyna naburmusza się, wieczór z głowy i pytanie kim do cholery jest ta Gośka?!

Dlaczego wolimy taki kontakt? Może wbrew pozorom kontakt poprzez takie media i sprzęty jest bardziej bezpośredni, niż nam się wydaje? Ile razy ugryziemy się w język zanim coś powiemy face to face? O ile prościej jest nam czasami coś napisać niż powiedzieć? Poza tym, pisząc mamy czas na wyważenie i dobranie słów. To, co nam nie przechodzi przez usta z chęcią wyklepujemy na klawiaturze. Przykłady?

Przyjaciółka przechodzi obecnie przez trudny okres relacji ze swoją matką. Ta wypomina jej, że nie ma chłopaka <jakby w wieku 25 lat było to priorytetem w XXI wieku> i strasznie jej o to dosłownie truje dupę. Na nic tłumaczenia mojej kumpeli, że to nie jest dla niej najważniejsze, że nie będzie brała tego, co się nawinie, że ona nie chce na siłę, że dla niej ważniejsze są teraz inne rzeczy, a jak się będzie miała zakochać to zakocha się w swoim czasie. Rodzona oczywiście na to nic i dalej swoje. Co zrobiła moja kumpela? Siedząc w kuchni, obok pokoju, w którym była jej matka, NAPISAŁA JEJ SMS'A, że jej nienawidzi i nie potrafi zrozumieć, dlaczego robi jej ciągle przykrość z tego samego powodu. Pytam koleżanki, czemu jej to napisałaś a nie poszłaś i powiedziałaś? Ona mi na to, że nie odważyłaby się nigdy jej tego powiedzieć prosto w oczy. Napisać było jej prościej. Ja jej na to, że może dlatego zdecydowała się to napisać, bo tak naprawdę tak nie myśli. Ona podsumowała to tym, że już była zmęczona tłumaczeniem, dlatego postanowiła uciąć to w tak radykalny sposób. Obecnie, mieszkając pod jednym dachem, nie rozmawiają ze sobą.

Kolejny przykład jest przykładem, z którego do dzisiaj się śmieję i zastanawiam, jak dziewczyna mogła się zgodzić na wiadomość przekazaną jej w taki sposób, no ale może ja jestem nie dzisiejsza. Otóż. Chłopak i dziewczyna znali się miesiąc. Pewnego wieczoru dziewczyna dostała sms'a od owego chłopaka o treści wyjdziesz za mnie? Na wszelki wypadek odpisała mu, czy jest trzeźwy i czy pisze jej tak na serio? On, że jest całkowicie poważny. Więc dziewczę się zgodziło, oczywiście odpisując sakramentalne tak. I nie piszę Wam tutaj o nastolatkach tylko o dwojgu dorosłych, ponad dwudziestoletnich ludziach. Zapytałam potem tego chłopaka, dlaczego zrobił to w taki sposób. Usłyszałam, że tak było najszybciej... Dziewczyny nigdy nie odważyłam się zapytać o to, dlaczego zgodziła się na taką formę oświadczyn.

Historie zrywania przez sms'a zna chyba każdy. Bo szybciej, bo prościej, bo po co spotykać się z kimś, z kim już spotykać więcej się nie chcesz. Co tam uczucia drugiej osoby, skoro wszyscy tak chętnie ostatnio piszą , o skupieniu się na sobie i na swoich potrzebach. Z każdej strony zachęca się nas do bycia egoistą.

Przyznam się, że i ja czasem nadużywam tych wszystkich gadżetów. Telefon jest moim odtwarzaczem muzyki, mailem, facebookiem, aparatem, wiadomościami, pogodą, grami, gps'em. Czasami z Panem Narzeczonym kłócimy się, kto ma lepszą aplikację pogodynki <oczywiście, że ja, bo moja zawsze słoneczko pokazuje haha>. Głupie to cholernie. 

Często sięgam też po telefon, gdy się denerwuje. Wynika to pewnie z tego, że nie mam co zrobić z rękami i ślepiami, dlatego chwytam telefon i klikam coś bez sensu. Ale żeby wyrażać tak silne uczucia jak miłość czy nienawiść poprzez wiadomość na fejsie czy telefonie? 

Mówi się, że trudno wyciągnąć ludzi zza komputera do realnego życia. Jak już wyjdą, z czego są dumni, zabierają ze sobą telefon, żeby być w kontakcie z innymi. Idą do kina- od razu wpis na Facebook'u- na jaki film, do jakiego kina i oczywiście z kim, bo przecież samemu się nie godzi. Na filmie nie relaksują się, nie wciąga ich fabuła, a w głowie pulsuje im tylko jedna myśl: dał mi ktoś lajka? Wynika to z chęci lansu, pokazania się czy strachu- nie ma mnie na fejsie, nie ma mnie wcale?

Potrafisz się odciąć? Wyciągnąć wtyczkę i wyjść z Matrixa? Żyć w naprawdę realnym świecie?

21 komentarzy:

  1. Ja wyciągam coraz częściej, bo potem żałuję. że czegoś nie czytam, że nie mam dla Niego czasu, że jestem tu, a nie tam... Staram się być offline ;) bo to jest nasze życie, a fejs to wizerunek jaki tworzymy byśmy byli w odpowiedni sposób postrzegani ;) ja jestem obecnie na dziennikarstwie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama moja specjalizacja podobała mi się bardzo, ale już w połączeniu z filologią polską niezbyt :P
      Przez facebooka można wpaść w niezłe kompleksy, ale o tym poświęcę może inny wpis :)

      Usuń
    2. ;) widzę ikonki już są ;)

      Usuń
  2. Denerwuje mnie już trochę to całe demonizowanie mediów społecznościowych i nowych technologii. Tak, zdarza mi się siedzieć z chłopakiem w knajpce i grzebać w telefonie. Bo spędziliśmy ze sobą cały dzień i niekoniecznie musimy jeszcze te 20 minut oczekiwania na posiłek patrzeć sobie w oczy (bo nie można mieć tematów do rozmów 24h na dobę). Bo wcześniej rozmawialiśmy o czymś i chcę rozwiać wątpliwości czy dana aktorka ma 55 czy 60 lat. Bo akurat mam taką ochotę. I żadne z nas się o to nie obraża, bo to nie znaczy, że ze sobą nie rozmawiamy i nie mamy życia offline. I tak - czasem łatwiej jest coś napisać niż powiedzieć, bo nie mamy odwagi albo głos się łamie. Kiedyś ludzie pisali listy i liściki, w których pisali o tym, czego nie odważyliby się wypowiedzieć na głos. Taka już jest ludzka natura. Z jednym tylko się zgodzę - oświadczyny przez smsa "bo tak jest szybciej" to przegięcie.

    Pewnie, że są sytuacje skrajne, gdzie ludzie są od społecznościówek uzależnieni i nie mogą myśleć o niczym innym. Ale jest też cała masa osób, które traktują je z odpowiednim dystansem i nie wpadają w paranoję, nawet jeśli korzystają z nich sporo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Faktycznie. Masz sporo racji w tym co napisałaś w poście. Ja mam znajomą, która wszystko opisuje na Facebooku. Wszystkich to już irytuje, ale nikt nie może zrobić w końcu nic. Najbardziej zirytowało mnie ostatnio zdjęcie sałatki owocowej, którą jadła na kolację. Ktoś napisał "smacznego", a ona odpisała "za późno". Cisnęło mi się kilka słów, ale odpuściłam sobie. Jak dla mnie to dość dziennie. Zrywanie przez telefon..jest zdecydowanie prościej niż na żywo. Co do zaręczyn przez smsa...nie zgodziłabym się. Chyba też jestem staromodna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam taką dziewczynę, dlatego zaznaczyłam, żeby nie wyświetlało mi na tablicy jej aktywności :P i ciągle tylko jakieś smuty, jakie ma beznadziejne życie, jakie ma problemy z facetem... brrr!

      Usuń
    2. A to tak można? :D Nie wiedziałam heh. Te jej wpisy są po prostu żenujące.
      Pozdrawiam,
      http://szalenstwo-geniuszu.blogspot.com/

      Usuń
  4. Ojej... jakie komunikacyjne inspiracje :) Teraz ja przytoczę mocną historię. Przyjechała do mnie kiedyś moja przyjaciółka z Wwy ze swoim ówczesnym chłopakiem. Bardzo się nie dogadywali w czasie tego wyjazdu, jakoś po prostu zgrzytało. Jej nie pasowało, że on się strasznie wymądrzał i nie doceniał gościny, a jemu to, że chodzi obrażona i jest w stosunku do niego oschła. Ulokowałam ich do spania w moim pokoju, w jednym łóżku. Następnego dnia dowiedziałam się, że jak zasypiali, przyjaciółka dostała SMSa... od niego... z wyjaśnieniami i pytaniami... mimo że spali w jednym łóżku. KOMICZNE. A co do tematu, to jak zwykle - najlepszy, najwspanialszy i najodpowiedniejszy - ZŁOTY ŚRODEK :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja rozumiem takie zachowania na odległość, ale będąc od siebie kilka centymetrów i nie pogadać? Faktycznie, komiczne :)

      Usuń
  5. O, i to jest dobry temat! Ale jak tak pomyślę to przydałby mi się taki dzień odcięcia w tygodniu.. A dawno takiego nie miałam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciezko by bylo:) haha, ciekawy temat:)


    xoxo
    monic-dzej.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Podam Ci przykład z własnego życia i doświadczenia: jakieś kilka miesięcy temu zepsuł mi się mój telefon, a że nie było mnie stać na nowy, musiałam się obyć bez niego. Dało się, co może dziwić. I to był zdrowy odwyk od marnotrawienia czasu siedząc na fejsie, chociażby w drodze na uczelnię tramwajem. :)

    Może to też zależy od społeczeństwa w jakim się otaczamy. Ja i moi przyjaciele nie wyobrażamy sobie byśmy mogli rozmawiać tylko wirtualnie. Pamiętam takie zdarzenie, jest godzina 24:00, dzwoni do mnie mój najlepszy przyjaciel, że ma ważną informację mi do przekazania i czy udałoby mi się wpaść do niego do mieszkania, teraz, zaraz, bo to czekać nie może, a jest naprawdę ważne. Może jestem wariatką, ale wsiadłam w nocny autobus i pojechałam. Chodziło o oświadczyny i propozycję zostania druhną :D

    Rozumiem, gdy ludzi dzieli setki kilometrów, jak mnie i moją rodzinę, ale nie dajmy się zwariować. Social media mają nam ułatwić kontakt, z tymi, których widywać na co dzień nie możemy, a nie zastępować normalne, zdrowe relacje. Trzeba znać umiar. Ja wiem, że niektórych uczuć, słów, emocji czasem nie jesteśmy w stanie wypowiedzieć (sama też tak czasem mam), ale to znacznie bardziej oczyszcza niż napisanie. Mogę się zbierać dniami do takiej rozmowy, ale wolę ją przeprowadzić, patrząc w oczy niż czekać na odpowiedź na fejsie, czy smskiem... Po prostu inaczej się nie da. Nie dla mnie. Ale ja chyba też jestem nie-dzisiejsza...

    PS Też uwielbiam obserwować ludzi :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak potrafię wyjść z fejsowego świata, potrafię się na długi czas odciągnąć jednak zawsze wracam. Niestety to jest już wpisane w nasze czasy i trudno się obracać nie zauważając tego. Ale staram się to ograniczać w miarę możliwości.

    OdpowiedzUsuń
  9. Lubię wejść na fb i zobaczyć co się dzieje, ale przerażają mnie ludzie, którzy żyją Facebookiem...Może i łatwiej jest coś komuś napisać niż powiedzieć, ale mi jakoś jest niewygodnie... Bo nie da się przez niego wygadać, nie da się zrzucić tej złej energii... Są takie rozmowy "nie na fb" i "nie na telefon".
    patussa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Faktycznie używam wszystkich opisanych mediów (poza smartfonem, ale nie mam go tylko dlatego, że mnie nie stać i mam zwykły, stary telefon na kartę). Jednak nie wydaje mi się, by żyła mediami. Nie załatwiam przez nie jakiś istotnych spraw. Chociaż są niesamowicie przydatne w kwestiach organizacyjnych. Fejsa przeglądam z ciekawości albo z nudów i do komunikacji (genialne narzędzie do tego!), ale nie zdarzyło mi się jeszcze napisać co robię, gdzie jestem, etc. Chyba, że raz na rok w formie żartu/zabawy. I nie wiem czy z tego wynika niezrozumienie ludzi, którzy żyją tymi mediami? Chociaż z drugiej strony trochę mi ich żal, bo odnoszę wrażenie, że ich poczucie przymusu do zdobywania popularności i upubliczniania wszystkiego byle tylko uzyskać jak największą przychylność musi być trudne i przytłaczające.

    OdpowiedzUsuń
  11. wszystko zależy od tego, jak z tych rzeczy korzystamy. jednych facebook otwiera, drugich bardzo ogranicza. ale co do tego, że często łatwiej coś napisać, to faktycznie. coś w tym jest. a raczej czegoś nie ma. bezpośredniego kontaktu. pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. dobrze prawisz :) niestey tak to jest, że wirtualny świat pochłania nasz bardziej, niż rzeczywisty. a dlaczego? no własnie dlatego, że jesteśmy poniekąd anonimowi, łatwiej jest coś przekazać, np. osoby niesmiale itp. z jednej strony jest to oczywiście plus takich komunikatowó - latwośc porozumiewnania, przekaz informacji itp, ale z drugiej człowiek nieby jest w świecie, uczestniczy w nim, ale w rzeczywistości coraz bardziej się na niego zamyka - taka niby bycie, niby nie bycie.
    No i lans, o którym pisałaś - to coraz bardziej powszechne. myśla sobie " a pochwalę się, niech zobaczą jak mi się fajnie żyje", niech lajkują...

    OdpowiedzUsuń
  13. Masz racje, mało osób potrafi teraz "realnie żyć", prowadzić normalny tryb życia- bez internetu. Ale sądzę, że po części społeczeństwo samo się do tego doprowadziło :)

    OdpowiedzUsuń
  14. To co piszesz o kontakcie mobilnym, to racja. Sam się złapałem na tym, ze wolę napisać smsa, ułożyć sobie go przedtem w głowie, niż się męczyć face to face. Ciekawy wpis, lubię Cię.

    OdpowiedzUsuń
  15. Odcięłam wtyczkę na sesję, posżło całkiem nieźle :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Z telefonami, Facebookami i innymi -ami jest jak z wódką - są dla mądrych. To tylko narzędzia, które mają nam ułatwiać życie, a nie je zastępować. Na szczęście większość z nas po zachłyśnięciu się nowością, nadal żyje, komunikuje się w tradycyjny sposób. A reszta? No cóż, jak nie będą się do nas mogli dodzwonić, to również otrzeźwieją:)

    OdpowiedzUsuń