3 stycznia 2014

"Wilk z Wall Street". Recenzja


Najbardziej oczekiwana premiera ostatnich miesięcy. Do obejrzenia go zachęcają głównie dwa nazwiska- reżysera Scorsese i odtwórcy głównej roli- DiCaprio. 

Jordan Belfort (Leonardo DiCaprio) jest młodziutkim maklerem, który pragnie zawojować giełdy Wall Street. Pech chce, że już na początku swojej kariery ma pod górkę- na giełdzie dochodzi do krachu, który na kartach historii zapisał się jako czarny poniedziałek. Maklerzy masowo tracą pracę. Jordan trafia do podrzędnego biura, które zajmuje się sprzedażą aukcji groszowych śmieciowych spółek. Ich zakup jest bardzo tani, ale i możliwość zarobku dla inwestującego nikła. Co innego dla maklera- dostaje 50% od sprzedanych aukcji. Jordan szybko staje się bożyszczem i cudotwórcą w biurze. Zarabia pierwsze pieniądze, ale jak każdy, kto pragnie sukcesu, chce więcej.

Zakłada własną firmę Stratton Oakmont. Zaczyna podobnie jak Steve Jobs- firma ma siedzibę w byle jakim biurze, a ekipę tworzą zaprzyjaźnieni ludzie. Jordan uczy technik sprzedaży swoich pracowników i tak zaczyna robić prawdziwą kasę. Firma rozrasta się do monstrualnych rozmiarów. Każdy chce w niej pracować. Firma obiecuje wysokie zarobki, ale i zapewnia zabawę na najwyższym poziomie. Po udanych transakcjach w biurze urządzane są istne orgie- seks, ćpanie, prostytutki, które obsłużą każdego. Jest nawet rzucanie karłem do tarczy. 

Wilka apetyt rośnie w miarę jedzenia. Żonę- fryzjerkę wymienia na żonę-modelkę. Drogie jachty, prywatny śmigłowiec, willa, wypasiona bryka. Ma wszystko, ale chce więcej.  Korupcja, naginanie prawa i malwersacje podatkowe- to powoduje, że wokół wilka zaczyna węszyć FBI. Ojciec radzi mu wycofanie się z firmy. Jordan jednak nie oddaje swojego imperium, co przepłaca więzieniem i rozwodem. Na koniec zmuszony jest do donoszenia na swoich współpracowników, aby zmniejszyć wymiary kary. 

Do pewnego momentu film nam się nie dłuży. Następuje to jednak w chwili, gdy sceny seksu, masturbacji i ćpania oglądamy na ekranie co jakieś 3 minuty. Trwa on 3h i już po 2 zerkałam cały czas na zegarek, ile jeszcze będę musiała patrzeć na gołe dupy i szprycowanie się. Nie chodzi o to, że ja jakaś delikatna jestem, co to to nie :P Ale serio, gdyby wyciąć sceny o ćpaniu i dymaniu, to film trwałby może nieco ponad godzinę. No, ale ponoć to są nieodłączne cechy życia na Wall Street (wysłuchacie o tym wykładu na początku filmu z ust Matthew McConaughey'a). W pewnym momencie odniosłam wrażenie, że tak naprawdę film opowiada o tym, co czeka wszystkie żony maklerów :P

Czy warto obejrzeć? Chyba tylko ze względu na rolę DiCaprio. Według mnie, zagrał świetnie. Stworzył postać, która miała kilka swoich wcieleń i wyraźnie odwzorowuje on zmiany, jakie dokonują się w psychice i zachowaniu głównego bohatera. Może Akademia Filmowa przyzna mu nareszcie jego pierwszego Oscara, właśnie za rolę w filmie Wilk z Wall Street.

21 komentarzy:

  1. Hej, jakiś czas temu powstał nowy projekt Wschodzące Gwiazdy, który ma na celu stworzenie "bazy" blogerów w blogosferze, poprzez prezentację blogów w wywiadach.
    Jeśli jesteś zainteresowana udziałem w projekcie to zapraszamy na wschodzace.blogspot.com - tam znajdziesz wszystkie informacje.

    Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja myślę, że znowu go Akademia zignoruje, bo DiCaprio powinien dostać Oscara już kilkakrotnie - dla mnie nawet i bez tej nagrody jest jednym z najlepszych aktorów :D I właśnie z tego powodu chcę obejrzeć ten film ;3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jezu.. Muszę koniecznie obejrzeć ten film. ; >

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę jak najszybciej zorganizować wypad do kina. Dużo pozytywnych recenzji już widziałam, mam nadzieję, że się nie zawiodę :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja lubię takie filmy. Sama muszę ocenić czy scen ćpania i seksu jest za dużo. :) Mam nadzieję, że się wybiorę.

    OdpowiedzUsuń
  6. :) Oskar czy nie, to się okaże :) a film pewnie zobaczę :)

    Udanego poniedziałku!

    OdpowiedzUsuń
  7. Oh I love your blog :) X Anna

    www.fashionanna.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie jestem namawiana na ten film :) Nie wiedziałam, że trwa aż tak długo! :D

    OdpowiedzUsuń
  9. a tak było o tym głośno, no to jednak nie chce mi się juz ogladac tego filmu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie przemawia do mnie recenzja. Dobrze, że przeczytałam, bo jeszcze bym się udała do kina i tylko bym się zdenerwowała zmarnowanym czasem :D Dzięki Tobie mogę sobie tego oszczędzić : )

    OdpowiedzUsuń
  11. Widziałam i mam podobną opinię na temat filmu i gry Leo :)

    PS. Zamień słowo "aukcje" na akcje :)

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja mam wielką ochotę obejrzeć ten film :)
    Chociaż teraz wiek na co się muszę nastawić, dzięki ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. planuję obejrzeć odkąd ujrzałam zwiastun :)
    pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja również muszę obejrzeć! :-) Fajnie się zapowiada... I ulubiony aktor, hihi. Buziaki, Karolina :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo chcę go obejrzeć, ale chyba jednak w domu; 3 godziny w kinie to dla mnie za dużo o.O

    OdpowiedzUsuń
  16. ja jestem bardzo podekscytowana na ten film i szczerze mówiąc nie mogę się doczekać aż go obejrzę, bo uwielbiam Leo :)
    http://coeursdefoxes.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Widziałam dwa dni temu i popłakałam się na scenie czołgania się Jordana do Lamborghini - jeśli nie jest ona wystarczającym powodem do wręczenia Leo Oskara, to zwątpię w Akademię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już w Akademię zwątpiłam, gdy zobaczyłam 10 nominacji dla beznadziejnej Grawitacji...

      Usuń
  18. Byłam, zobaczyłam i polecam! Jest to jeden w niewielu filmów, które obejrzałabym jeszcze raz zaraz po wyjściu z kina! :) Booooskie sceny i świetni aktorzy - czego chcieć więcej?

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie byłam przekonana do tego filmu, ale uwielbiam DiCaprio i pewnym było, że film na pewno obejrzę, zachęciła mnie też recenzja na Media River Nie spodziewałam się, aż takiej rewelacji. jJest się z czego pośmiać, a nawet w moim przypadku popłakać ze śmiechu.
    Również trzymam kciuki i w środku ciągle się łudzę, że Leo dostanie tego Oscara, ale oglądając "Witaj w klubie" i widząc co tam "wyprawia" Matthew McConaughey DiCaprio ma nikłe szanse na statuetkę...
    PS: Świetny blog, cieszę się, że jakoś go odkryłam i na pewno będę częściej wpadać ;)

    OdpowiedzUsuń